Cover

OSTATNIA RECENZJA

WILLIAM DEVAUGHN – BE THANKFUL FOR WHAT YOU GOT

Zobacz TERRY CALLIER - FIRE ON ICE

ROZMOWA.

WANKZ, MEJDEJ, URBEK - DINAL

Dodano 2007-06-01 / Komentarze 9

Jesteście zadowoleni z tego jak wyszły „Strefy”? Czy jest coś co byście zmienili?

Pan Wankz: Są wydane tak, jak chcieliśmy, numery są zrobione tak jak chcieliśmy, jedyne, co bym zmienił to jakość wokali – w zasadzie już to zmieniamy, bo wydaliśmy ciężkie pieniądze na własny sprzęt i teraz będziemy pieprzyć się z każdą zwrotką nie odliczając godzin studyjnych. Jeśli pytasz o samo wyjście naszego LP, to wiadomo, że nie była to wymarzona promocja, ale na nic więcej nas po prostu nie stać. Wiadomo, że nie chodzi o pojawienie się w Teleekspresie i Śniadaniu Na Śniadanie albo o singiel na Esce, ale niezależne produkcje też można fajnie i trzeba fajnie promować, ale na to potrzeba minimalnych nakładów finansowych, których nie mamy ani my, ani chłopaki, którzy zainwestowali w nasze nośniki, czyli Step i East Eventz. Umówmy się, że to żadna sztuka sprzedać 500 płyt z – nawet trochę trudniejszą w odbiorze – ale młodzieżową muzyką rozrywkową w kilkudziesięciu milionowym kraju. Trzeba mieć odrobinę pieniędzy jednak, żeby dać tej pięćsetce z milionów szansę dowiedzieć się, że coś takiego jak Dinal, coś takiego jak fajnie się słuchające gówno gdzieś tam jest.

Mej: Ta, powiedziałbym więcej razy kurwa i ja pierdole teraz było za mało chyba.. A tak poza tym to prawda, że wokale można by było trochę lepiej zrealizować ale nie jestem krytykiem z branżowego pisemka, żeby na sile szukać czegoś do czego można się przypierdolić takie szukanie na siłe kojarzy mi się z metoda policyjna czyli źle bo co z tego że jest to L.P długo przygotowywany, trzeba spojrzeć na to jak na zajebisty dar od Jah, super nisko budżetowy kozacki krążek. Bo jak bym sprzedał bity na dzwonki, jaźwę do brawo i dupę w Hamburgu to nagrywałbym w studiu zajebanym sprzętem w opór plus w chuj topów za werandą a nie do majka za 500 pln na komputer z przed dekady oho!

Urb: Wyjebałbym kawałek lub dwa i nagrał nowa płytę w ogóle.

Wankz, ale nie wkurwia Cię że ten „progres” idzie tak wolno? Jak sam powiedziałeś -500 sztuk to żaden problem do sprzedania. Rap to zabawa, ale chyba nie tylko, chodzi też o zaspokajanie swoich ambicji, które nie ukrywaj, ale na pewno macie.

Wankz: Jasne, że to frustrujące. Wiesz, że robisz coś lepszego niż średnia i chciałbyś dostać z powrotem coś więcej niż przeciętny feedback, czyli zero pieniędzy i mało bookingu. Mógłbym kłamać, że moje ambicje zaspokaja spora ilość piszących i dzwoniących, którzy doceniają moją pracę, analizują teksty, płacą szacunkiem bo to miłe i to jest „ten inteligentny odbiorca” do którego rapuję, ale po pierwsze, jest o wiele więcej inteligentnych ludzi, którzy w życiu nawet o mnie nie słyszeli, nie mówiąc o moich linijkach, a do tego, ci, którzy mi gratulują dobrego rapu, często zwyczajnie go spiratowali. Nigdy nie łudziłem się, że zarobie na rapie na dom pod Opolem, ale miałem nadzieję, że będzie można się rozwinąć, np. zbudować studio, nie dokładając do tego. Myliłem się.

I w tym wypadku najłatwiej mi mowić że robimy to dla siebie, bo tak to wygląda pod koniec dnia, bo w dupie mam ludzi, którzy maja intergalaktyczną wiedzę z marsa, która jest dla nich podłożem nie kupowania płyt. Ja wywaliłem teraz dobra sumę na sprzęt, suma, która wiem że w życiu się nie zwróci, i wiesz co? Nie przeszkadza mi to, aż tak bardzo, nie mam z tym aż takiego problemu, żeby tego nie kupić. Ambicje swoje w miarę zaspokoiłem, chciałem mieć kawałek na winylu, mam trochę ich na koncie. Chciałem mieć sprzęt do robienia bitow i mega kolekcje winyli, mam. Trudno o ambicje ogólnie w polskim hip hopie, bo wiele nie trzeba. Znaczy głupi jestem, bo mój wewnętrzny hrabia cinkciarz Jezus chytrus szwindlu król mówi, że to głupie, ale co poradzę?

Płytę nagrywaliście przez około 2 lata. Nie baliście się, że ten materiał może być niespójny?

Pan Wankz: Tak, niczego się tak nie bałem od czasu przemarszu wilkołaków z Akademii Pana Kleksa w kinie. Nawet, jeśliby nasz styl nie wiadomo jak wyewoluował, to wydaje mi się, że wciąż miałby wspólny mianownik, nawet mimo tego, że miałem mierny z matmy i ledwo co umiem sprowadzać do wspólnego mianownika. Trudno mi sobie wyobrazić zrobienie niespójnej płyty przez nas, nawet jakbyś powrzucał kawałki z naszych różnych tożsamości, Da Mastaz, Dinal, Monitor Fm to dałoby to się ułożyć w spójną całość, bo Mej wciąż ciąłby sample tak, że brzmiałyby posklejane jak melodyjne pętle, Urbek nadal układałby te swoje płynące bębny, a ja używałbym ciągle tylu technicznie trudnych rozwiązań w linijkach, że możnaby je porozdawać chłopakom, którzy wciąż nie nauczyli się pisać tekstów hip-hopowych, a wydają kolejne płyty, a ich dzwonki świetnie się sprzedają. Chodzi mi o to, że każdy z nas robi swoje gówno już jakiś czas i mimo, że z numeru na numer rozwijamy się, to „to coś”, co sprawia, że Pana Wankza da się rozpoznać w Ryszardzie z Potentata z podwyższonym pitchem, wciąż w nas tkwi. Tak, jak rapuję gdzieś tam: zanim jeszcze usłyszałem o podwójnych, wiedziałem, że mój styl ma być fajny, bo trudny. To wiedziałem od początku i zawsze zostanę Wankejem, który wymyśli ci fajnie i naturalnie brzmiący podwójny, a czasami nawet jakąś dobra wkrętkę. Chłopaki podobnie.

Mej: To nie jest praca magisterska, żeby zachodziła konieczność zachowania spójności i zgodności z narzuconym tematem, robimy stale nowe jointy a później robimy selekcje, każdy z nas siedzi w tym nie od wczoraj i nawet ci co nas nienawidzą wiedza ze mamy swój styl, który daje spójność wszystkim naszym produkcjom kiedy tylko będziemy chcieli, żeby były spójne.

Urb: Znaczy jest niespójny, co poradzisz, ale to głównie z naszego, mojego punktu widzenia, bo większość kawałków mi zbrzydla przez słuchanie, a niektóre w ogóle mi się nie podobały. Niespójny jest brzmieniowo też, zwłaszcza z mojej strony. Ale no nie mi to oceniać, niech to robi Sokół.

Szczerze powiedziawszy nie słychać niespójności, jak na moje ucho. Fajnie, że jest różnie. Ale czy robiąc te kawałki wiedzieliście, że idą one na płytę, która kiedyś tam wyjdzie? Czy klepaliście je jakiś czas i w końcu uzbierały się „Strefy”?

Wankz: Ganja pokazała nam drogę, to są numery, które miały znaleźć się na tej płycie, nigdzie indziej, no może jeden miał gdzie indziej, ale i tak się fajnie wkomponował. Nie, nie powiem, Ci który, niech to rozstrzygają na forach.

Urb: Kawałki nagrywamy żeby były na plyte, ta.

Wydaje mi się że wyszedł z tego manifest, w dużej części pokazujący o co chodzi w Dinalu. Wszystko co w nim jest, to fakty, czy też trochę ściem?

Pan Wankz: Manifest? Musiałbyś sprecyzować, o co ci chodzi z nim. Ale to, co mówimy, układa się znowu w jedną całość – wszystkie nasze kawałki poruszają uniwersalnego zbioru tematów. Lepiej robić fajny rap, niż robić z siebie durnia, lepiej niepotrzebnie się nie angażować, lepiej śmiać się i dystansować, sam nie wiem – trzeba poprosić kogoś, żeby to zanalizował. Ściemy? Chyba zwrotki o portfelu na malince nie są prawdziwymi historiami do końca, w tym sensie, że ich fabuła nigdy nie ułożyła się akurat tak, to raczej zlepki naszych opolskich doświadczeń. Jeśli pytasz, o to, czy mój trawkostorytelling jest prawdziwą uliczną historią, to tak, wszystko tak wyglądało, chociaż raczej nie jestem z ulicy, chociaż z kolegami u kolegów rymuję.

Mej: Manifa?? Nie no kto popierdala na bicie podpierdala w życiu wiec jest obsranym sraczem ja życie wiodę na bicie bo być prawdziwym nauczyła mnie ulica i kort. Są zasady, które każdy zna trzeba je respektować i tyle. Ale nie manifestuje nimi niczego chyba tylko to, że pierdolę system. Nie mam też nic przeciwko takim zdystansowanym zwrotkom jak w „Portfelu”. Rap to zabawa ze słowami przecież, każdy storytelling ma jakiś większy pierwiastek prawdy - czyżby rymy są jak grzyby.

Urb: Manifestu jeszcze nie było, ściem nie ma.

Czyli źle mi się wydaje z tym manifestem. Ale układa się to w jakąś całość, zbiór rzeczy i tematów Wam bliskich, gdzie nie ma już ciągle gadania o chlaniu itp. Wy za to chwalicie zdrowy tryb życia, bawicie się słowami, macie w dupie kulturę studencką. Wszystko jest na luzie, z dystansem i jakieś takie świeże. Nie uważacie, że brakuje tego na naszej scenie?

Wankz: Bardzo brakuje dystansu. Większość zapomina, że rap to zabawa, to forma, to coś bardzo umownego. Wykorzystują to do swoich spiętych wczówek. Ja nie zabraniam nikomu niczego, ale nie mam zajawki na moralizatorstwo, grafomanię ani bogaty rap dla ubogich. Taki mamy klimat w Polsce, że wszyscy wszystko traktują bardzo serio, może to ma jakiś związek z dietą, może chodzi o styl konsumpcji alkoholu, trudno wskazać przyczyny.

Urb: Kiedys był artykul o klinice w Rosji gdzie kutasy wydłużają i ponoć klientem numer jeden byli Polacy, więc wiesz, im krótsza faja, tym mniejszy dystans, prosta matma. Znaczy się,e ja sam mam swoje 5 centymetrów na 3 sekundy w niebie dla Ciebie dziewczyno, ale się nie spinam o rap jakoś specjalnie, bo mam inne rzeczy o które się spinam, np. ograniczone finanse, które nie pozwalają mi zakupić nowej pary skoków, klawisza jakiegoś czy na turnus do kliniki w Rosji.

Często wspominacie, że inspirujecie się, bądź też dużo słuchacie pierwszych polskich rapowych płyt. Wydaje mi się, że pełnicie rolę obrońców rodzimego hip hopu, wręcz go kochacie. Bardzo fajne to podejście, ale skąd tak wielka miłość? Wynika to z opcji – chcemy być za wszelką cenę inni? Regułą bywa narzekanie. Chyba, że sięgamy tylko w przeszłość.

Pan Wankz: Już gdzieś mówiłem, że to zwykła nostalgia. No pomyśl, co to za gówno było WYP3, albo Skandal, ale miało w sobie autentyczną, zaraźliwą zajawkę. Ale to nie jest tak, że bronię rodzimego rapu, wręcz przeciwnie, wierz mi. Ja właściwie nie słucham nic z Polski. Bardzo bym chciał, nawet kupuje czasem te polskie nagrania, żeby dać im szansę, ale często irytuje brak fajnych pomysłów, pełno linijek, których równie dobrze mogłoby nie być, średnich zwrotek, nudnych bitów, pełno tego syfu. Czasem trafiają się perełki, ostatnio Włodi rozwalił mnie, ‘chuj mnie obchodzi, czym jesteś najebany’, on w ogóle jest jedynym raperem z czasów miłości do polskiego hiphopu, no i może Dizky, ale on był odrobinę później, których teraz mogę słuchać. Da się wychwycić, że Włodi myśli, jak pisze zwrotki i to nie tylko nad treścią, ale także nad formą – chociaż – przy całym szacunku do niego, po tylu latach nagrywania rapu, niektórych prostackich rymów powinien się wstydzić Jak widzisz, narzekam i to chyba o wiele więcej niż inni, bo wśród tzw. undergroundu – do którego jesteśmy zaliczani też, więc trochę jakbym wysikał się na własnym podwórku – jest mega dużo średniawy i nudy, która w ogóle nie powinna zaistnieć, bo mamy 2007 rok, rap w Polsce jest uprawiany w szerokim nurcie co najmniej od dekady i nie możesz rapować jak Zajka, słaby kocie, mam nadzieje, że to czytasz i dasz mi ciekawsze wersy następnym razem, jak będziesz mnie prosił o ściągnięcie twojego numeru.

Mej: Rapgra? Już jej nie kocham, chyba, tylko mam sentyment do tej wyzwolonej sztuki - to był czysty rap, coś w klimacie kołujemy ściemnioną padakę i nagrywamy u mnie bo matka wraca później z pracy, nagrywamy bo taka zajawka. Te kawałki są z czasów walkmana na kasety i kiedy katowałeś jedna kasetę 2 miechy ci co pamiętają czasy nuty na taśmach wiedza, że kiedyś był tylko Tupac i Kazik - pierwszy raper III Rzeczpospolitej, w sklepach.

Urb: Wynika z tego samego z czego wynika miłość do PRL’u, za chuja bym nie chciał dziś rzuć chujowych gum ODRA z Brzegu które się kruszyly, mieć dwóch kanałów w telewizji, gówna w sklepach, ale milo wspominam i udajemy, że było spoko. Osobiście nienawidzę roli jaka spełnił hiphop w moim życiu, ale innego nie mam, to nie narzekam, same problemy, love hate relationship, syndrom bitej żony, zawsze wracam. To tyle w kwestii narzekania.

W związku z powyższym, które tytuły z polskiego rapu najbardziej cenicie?

Pan Wankz: Pierwsza płyta, której słuchałem z czymś na kształt zafascynowania to była Księga Tajemnicza Prolog, potem Skandal, z którego najpierw się smiałem, ale potem zaczeły docierać do mnie genialne w swojej prostocie linijki, które tam chłopakom udało się polecieć, nie wspominając zwrotki TDFa tam... Jak wyszło Stare Miasto to uwierzyłem, że polski hip-hop może brzmieć naprawdę tak, żeby mi się chciało go słuchać na walkmanie. Aaaa, wcześniej była jeszcze ta składanka Smak Beat, Osiedlowe Akcje mnie tam rozwaliły. Ale najbardziej niedocenioną płytą tamtego okresu były Opowieści Z Osiedlowej Ławki, RHX, bity wyprzedziły swoją epokę tam, słowo daję, lepiej niech ten, kto pożyczył ode mnie tę kasetę oddaje mi ją. Ta pierwsza płyta Fisza też była miła, ale to już były czasy, kiedy byłem bardziej krytyczny wobec rapu i byle co nie mogło mnie zainteresować. Od tego czasu chyba tylko IQ Woja i Praktika i demo Flexxip to były polskie płyty, których autentycznie mogłem słuchać. Nie przypominam sobie nic innego, no może Smarkeja i Jobola. To nie znaczy, że nic dobrego nie wyszło w tym kraju. Np. taki Łona, którego maniera mnie mega irytuje i nie mogę go słuchać – on też robi nie byle co, Ostry podobnie, ale z nim jest jeszcze inna historia, pierwsza płyta Noona z Pezetem to też nie było złe gówno, tyle, że niezbyt mnie zainteresowało, niestety zdaje się, że na tym się kończy wyliczanka czegokolwiek, co mnie wali w polskim hip-hopie. Chociaż jeszcze warto podkreślić Sokoła, on jest niebanalnym raperem, tak jak wspominany już Włodek, ale ich obu łączy talent i jakis dziwny opór na doskonalenie formy, na myślenie o formie w ogóle. No i nie lubie poglądów Sokoła, ten seksistowski numer Powinnaś, nauczył mega dużo chłopaków, którzy ślepo walą za swoim role modelem, żeby traktować dziewczyny podmiotowo i widzieć je w jedynie słusznej roli matki i ozdoby. Strasznie nieodpowiedzialny numer. Ocho! Jeszcze całkiem zapomniałem o Grammatiku, EP+,. mimo, że miejscami grafomańskie, ruszało mnie. Ogólnie, Lesław to kolejny utalentowany raper, który mógłby otworzyć się na technikę i lubiłbym go słuchać.

Mej: Pierwsza płyta Lirowa, która zarobiła na jego pierwsze własne dziwki, respekt, te kawałki zna nawet Twoja matka, bo tam przeklinali pierwszy raz publicznie bez cenzury wiec zabraniała Ci słuchać. Później Kaliber śpiewał, że mózgi wypełnione są Marią i słusznie. „Skandal” to elementarz, pierwsze składanki Volta, Nastukafszy, WYP3, Nagły Atak Spawacza miał dobre numery, biesiadne, żeby sobie na bombie pokrzyczeć. RHX fajne bity mieli taaa. Najbardziej mnie wtedy i tak rozpierdalał WWDZ w sukna wiecznej potrzebie, lubię zwrotki Sokoła na Powszednim Chlebie, który trochę wkurwiał mnie muzycznie momentami tak jak aktualne produkcje połowy polskich producentów. Linijki na WWO Sokoła też momentami rozpierdalały po bobkach, też Włodi rozpierdolił mnie w kawałku Miejskie Bagno, ale to trzeba nastukanym słuchać. Lubiłem sobie pierwsze Stare Miasto zarzucić jak leciałem na kort. Grammatik pierwszy fajny muzycznie i zajarałem się, bo były wrzuty z mszy wędrującego Edwarda Stachury, a to jeden z moich ulubionych polskich winyli. Światła Miasta - kupiłem sobie kasetę, ale była lepsza muzycznie niż lirycznie. No Ejs miał tam fajne linijki. Poemafaktu zniszczyła mnie kompletnie,później jak dostałem A fuj co tak śmierdzi kochanie,to numer Extazaberlin jest w mojej dziesionie ulubionych kawałków świata. Na płycie KURY POLOVIRUS też dobre rapowe numery są, albo telekomunikacja chuje, Tymański respekt. Mesa się później też dobrze słuchało na tej demówie ich. Dizkret i Praktik fajna płyta później Jobie, tez Reno miał fajną demówie lirycznie. Później… później trop zaczyna się urywać.

Urb: RHX plyta najlepsza, ponadczasowa, albo inaczej - na czasie, ale na polskie warunki ponadczasowa dla mnie, to jedyna plyta o której mogę powiedzieć że lubię, kocham, pozdrawiam z płyt które wtedy wyszły, bez brania pod uwagę opcji „o to jest klasyk”. Pamiętam jak wyszła pierwsza Molesta i byliśmy na zielonej szkole i typy z Gdańska, czy tam Gdyni, czy tam gdzieś z nad morza Kolo Opola się jarali jak psy, a my byliśmy jak ‘no fajne bity, ale teksty weź przestan’, ale weszły do obiegu te teksty, bo kultowa opcja. Chociaż zanim wyszła jak usłyszałem w radiu osiedlowe akcje to się zajarałem jak pies, bo audycja co nie i nagle ‘no mamy tu polski hip hop jakis’ i polecialo to i 2cw ze smak beat i tam też właśnie były dobre rzeczy jakieś.

Mam wrażenie, że „Strefy” nie do końca weszły z takim „uaau” jak się spodziewałem. Myślicie, że to też kwestia promocji? A może tu chodzi o Waszą sterylność i nie wchodzenie w zależności od nikogo?

Pan Wankz: Nie chodzi o sterylność, ale ciągle łudzimy się, że świat, gdzie robisz coś fajnego i to broni się samo – też w tabelach sprzedaży – gdzieś tam musi istnieć, tylko wystarczy spokojnie na niego zaczekać. Jak już wspominałem, troche pieniędzy na promocję – bez siary i włażenia do dupy komukolwiek – załatwiłoby sprawę. Niestety, raczej dokładamy do tej płyty, a z pustego i Salamon nie naleje.

Mej: Zawsze chciałem stworzyć własny label liczyć sos i śmiać się z otaczającego mnie buractwa, ale teraz myślę więcej nad karierą ganja farmera na Jamajce albo w Niderlandach. A rapowac będę tylko na umowę-zlecenie, bez odprowadzania składki.

Urb: A może chodzi tu o to że ta płyta nie jest tak zajebista, że POWINNA rozejść, albo też nie przenika wszystkich stref słuchaczy. To po pierwsze i drugie tez. Promocja to tylko Internet prawie, jakieś gazety, ale kto kupuje gazety o hip hopie i czy one są jakimkolwiek autorytetem? W zależności nie mieliśmy też z kim wchodzić, weszliśmy w zależność ze Stepem i Maćkiem. Weź, z resztą połowa osób, która mi chwali płytę, jej nawet nie kupiła, może nawet większość, z resztą to i tak nie ma znaczenia, wszystkim należą się przecież bo wycierpieli się za komuny, pamiętajmy o tych co zasuwali saneczkami na trzecie piętro. Łatwo więc o sterylność w takich warunkach.

O (nie)kupowaniu płyt rzecz – jak zapatrujecie się w kwestii internetowego rozprowadzania? To chyba trochę złości jak widzisz u kogoś swoją płytę jako folder? Mimo, że to zabawa, to coś za nią się należy.

Wankz: Nie bądźmy hipokrytami, sami piratujemy jak szaleni, chociaż jak tylko mam pieniądze to kupuje ulubione rzeczy na winylu, a polskie płyty solidarnie zakupuje na nośnikach – inna sprawa, że to mały wydatek, bo niewiele mnie obchodzi. No ale, kiedy rzucasz CD za 15 zł, a dzieciaki z bogatych domów wolą wydać na lufkę i piwo, a ‘zajebisty’ Dinal i tak mogą ściągnąć z internetu, to może odechcieć się rapować. Dlatego ja jestem zwolennikiem winyli, to idzie do typów, którzy szanują artystę, bo nie mają innego wyboru – mp3 sobie nie podotykasz, powąchasz, nie rzucisz na talerz i nie będziesz się gapił jak się obraca. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że rynek masowych nośników się skończył i trzeba szukać pieniędzy gdzie indziej. Problem w tym, że nie interesuje mnie biznes dzwonków. Trudno.

Urb: 15 zet, tyle powiem.

Mej: Jebać stożkogłowych ściągaczy, co im się Dinal ściągnął przy okazji tego jak wpisali anal w wyszukiwarce, a reszta spoko - musza se kupić na oryginale, bo wiesz za ile to kiedyś pchną na allegro i tak w kółko. Wasze wersy mocno wbijają się w pamięć, jak np. „dobry rap zamiast braggadoccia”. Stajecie po stronie – koniec z przechwałkami, czas pisać „o czymś”?

Pan Wankz: To jest nasza mała ewolucja, zawsze czułem, że trzeba pisać niebanalnie, trudno, w końcu nie śpiewamy, więc tekst staje się tu o wiele bardziej formą niż jest w muzyce śpiewanej, gdzie najprostsze teksty bronią się formą ich przekazania. W rapie formą bardziej jest sama forma tekstu, dlatego tak bardzo podkreślam jej znaczenie. Kiedyś mieliśmy taką zajawkę na prawdziwą szkołę, ale ile można rapować tego? To nie znaczy, że zrezygnowałem z idei braga, wręcz przeciwnie, ono przewija się w każdej mojej zwrotce, elementy przechwalania się są wszędzie, każdą moja linijkę pisze z myślą, zobaczcie, jaki jestem dobry! Rapuję na temat czegoś, ale przemycam mega techniczne rozwiązania, wkrętki, podwójne znaczenie, zaskakujące porównania. To jest poziom wyżej, o którym rapowaliśmy z Dizky’m, Pjusem i Majkelem. Nie wiem, jak oni, ale ja tam się zabrałem, temat jest ważny, ale to wciąż pretekst dla dobrego rapowania.

Mej: Tematy miewam, haluny odbieram.

Urb: Nie oddychasz dla samego oddychania, tylko żeby życ. Chociaż tu bardziej pasuje opcja, że albo biegasz dla samego biegania i jesteś sportowcem, albo wolisz biec, żeby gdzieś dotrzeć. Jak mawiał trener Jerzy Zyzyk (dozgon szacun): ”Sport rekreacyjnie to zdrowie, ale zawodowy sport prowadzi do kalectwa”. Kurwa, powinienem książki pisać.

Nigdy nikogo się o to nie pytałem. Ale okładka Waszej płyty nie daje mi spokoju. Czemu właśnie taka – żółta z napisem Dinal? Wasz pomysł, czy inicjatywa Mariana (grafik)?

Pan Wankz: To od początku do końca pomysł Mariana, którego dezajnem, a przede wszystkim rajtingiem jaraliśmy się od zawsze. Jeśli trochę interesujecie się polską sceną graffiti, to nie mogliście przeoczyć Inimxów albo Roite, które były z zupełnie innej bajki niż te zaadoptowane nowojorskie style. Dlatego to jest człowiek, który zarówno artystycznie, jak i koncepcyjnie idealnie pasuje do naszej ‘twórczości’, miał wolną rękę i nasze błogosławieństwo. Poza tym, po co kolejna okładka z tagami, nike vandal, mikrofonem, winylowymi płytami? To już było, czy nie? Bo chyba właśnie tak wyobrażasz sobie okładkę hip-hopową w nurcie, do którego się nas zalicza. Chcę tylko powiedzieć, że pracujemy nad tym, żeby kolejna okładka rozwaliła jeszcze bardziej.

Mej: Ta, pokażemy wam cel i pełno grassu prosto z lasu.

Urb: Twoja niepewność może wychodzić stąd ze postrzegasz Mariana jako tylko grafika, on jest kimś więcej niż rzemieślnikiem, wiec nie musieliśmy mu nic mówić.

Nie mam niepewności co do Mariana. Zaskoczył mnie pomysł, bardzo zajebisty, dzięki temu jakoś to się kojarzy z Dinalem, ten żółty kolor. No właśnie, co znaczy Dinal?

Wankz: Ostatnio cała klasa Studiów Wschodniosłowiańskich na lekcjach z Das Wortspiel in der Ubersetzung na uniwersytecie Humboldt’a w Berlinie usiłowała rozwiązać ten problem i nie dali rady. Więc skąd ja miałbym to wiedzieć? Jedno jest pewne: od tyłu to jest Lanid i to może wam coś podpowiedzieć!

Urb: To jest mega ciekawa kwestia, bo oficjalna wersja jest jaka jest i jest prawdziwa w chuj, ale nikt w to nie wierzy ze możemy nazwe zespolu mieć do tego stopnia w dupie. W każdym razie, ostatnio Kecaj, czyli jacek od tylu mnie pytał „ale skąd NAPRAWDĘ wzięła się nazwa dinal”.

Mej: Dobrze Iść Na Alkoholowa Libacje to znaczy D.I.N.A.L też.

Mejdej i Urb, nie uważacie że jesteście zaniedbywani, gdy wspomina się o najlepszych producentach w Polsce? „Strefy” wyszły zajebiście, a remiksy, które Pan Mateusz dał na Święta kopią jeszcze mocniej. Tak jak mówiliście w „Ślizgu” – brzmi jak pętla, mimo że nią nie jest. Przepis na sukces?

Mej: Przepis na sukces: Przebojowy klawisz i dziewczyny w refrenie i w teledysku, pranie hajsu w pralce, strzelanina i brawurowa jazda Nawigatorem, dzikie zwierzęta, kort do koszykówki, ludzie w tle, pełny klub, kolorowe drinki, jakiś Chevrolet Impala np., białe Air Force One, czarny kolor skory, spandex na głowie albo bandana i New Era, miejsce akcji N.Y.C. albo L.A., własna drużyna w NBA, itd. Może kiedyś dostane puchar za całokształt na jakimś zgromadzeniu emerytowanych raperow. Za te bity co brzmią jak pętle, i pętle co brzmią jak bity. ja często wrzucam same pętle, bo tak poruszają najlepiej. Tak robiło się bity w U.S.A jak chłopy robili na SP12 zanim wszyscy pokupowali klawisze i zupełnie się niektórym popierdoliło od cracku i od tego syropu na kaszel co im każe wszystko spowalniać. Te remixy i rarytasy Dinala np. miały taki klasyczny zamysł lecz pojawia się tam też tajemna ręka chirurga z nożem i brunet wieczorową porą. To zależy jak to sobie w głowie poukładam tak będzie brzmiało. Reszta to pradawna słowiańska tajemna receptura ziołowa, coś jak Absinth ale nie mogę zdradzić - głośno powiedzieć nie mogę. Zresztą rap w U.S.A dalej to pętle soulowe wrzucone po prostu do fajnej perkusji np. na nowym jay-z wystarczy posłuchać oryginałów źródeł tych pętli i wszystko jasne. Lubię jak sampel dzwoni i brzęczy na 12 albo 8 bitach, gdy sieknę na niego Lo-fi. Brudne bębny, ale bez przesady bas z cut off plus fajny dograny bas i jeszcze parę niedozwolonych we współczesnej gospodarce rapowej sztuczek.

Urb: Bo ja wiem, w remixie „TY” prawie nie słychać bębnów. Mi nie przeszkadza, że nie wspomina się o nas, ci których się wymienia w tych rankingach to najemnicy głównie, siekną bit tu, siekną bit tam. My jesteśmy zespołem który jest samowystarczalny i robimy całe płyty, więc każde dobre słowo o Dinalu to dobre słowo o nas. Z resztą ja nie uważam się za jakiegoś zajebistego producenta, ale też nikogo w Polsce za takiego nie uważam. Z resztą, w związku że to są najemnicy, nie są w sumie producentami tylko bitmejkerami, my piszemy refreny, rzucamy tematy kawałków i różne takie, siedzimy na sesji. No ale sumując, tu nie chodzi o mnie, ani o niego, chodzi albo o Dinal albo o pieniądze, wiec nie pytajcie kto zrobił który bit, bo jeśli nie ma z tego ZAIKSów to nie ma sensu. Z resztą „zaniedbani”, ona nie jest matką a ja nie jestem syn.

A sami na czym produkujecie? I oczywiście, kogo najchętniej wrzucacie do „pocięcia”?

Urb: Zależy na jakim bicie ci zależy… Ogólnie nie będę zdradzał za bardzo, ale wiadomo, jak potrzebuję jakiegoś specjalnego vibe’u, to wiem w którą uderzyć wytwórnię, artystę albo, tu tips, realizatora nagrań. Ale wolę unikać tych najchętniejszych, bo to Cię zupełnie nie inspiruje, więc najczęściej wciągam wykonawców o których w życiu nie słyszałem, tzn. wiadomo, obczajam jakie instrumenty występują na płycie. To jest główny motyw w zakupie danej płyty, odkąd bawię się w sampling. No i, to śmieszne, nazwy piosenek, ale też patrzę kto napisał kawałek, więc jak widzę wykonawcę, o którym w życiu nie słyszałem, ma fajne instrumenty na płycie wypisane i jeszcze rozpoznam realizatora lub kolesia, który napisał jakiś kawałek, to wciągam, bo nie odsłuchuje płyt. Po prostu wykupuje konsekwentnie calą sekcje. Co do sprzętu, to ja używam mpc 2000 xl ze wszystkimi fajerwerkami, no i teraz jeszcze konsola, jakiś analog lub dwa, prosto ale nie aż tak. Ja dopiero powracam do gry po przerwie, więc na razie nie mogę zbytnio powiedzieć na czym będę robił za 3 miechy. Ale podstawa to mpc u mnie. No i technichsy, mikser - podstawa taka.

Mej: Lubię te polskie, czeskie i rosyjskie płyty z ‘70 lat. Też wydania Balkantonu, wydawali dużo funku na licencji zagranicznych wytwórni, a vinyle wydane w Stanach to inny wogle temat. Tamtejsze sklepy z płytami śnią mi się po nocach i wtedy wkurwiam się że w Polsce nie ma takich. A fajne albumy zamawia się przez Internet. Z resztą, o tym można nawijać i nawijać, ale to co sobie wybiorę do robienia bitu, zależy od nastroju i dnia.

Urbek, mówisz o tym, że tworzycie zespół samowystarczalny. A co z najemnictwem, żeby ot tak zrobić komuś bit? Chyba nie macie zbyt dużo za sobą tego typu współpracy?

Urb: Ot tak nie. To bardziej złożona kwestia. Po pierwsze, nie robię bitów na bieżąco i nie robiłem od czasów Kasety Demonstracyjnej. Jak miałem okazję i możliwości zrobić, to siekałem parę i na Dinal szły, ale wiesz okresy były, że nawet przez prawie rok nie robiłem bitów. Teraz na przykład, jestem w Zugu chyba z 2 lat bez adapterów, tj adaptery mam, ale nie miałem okazji używać, bo żyję na walizkach, pojawiam się i znikam mister america. Więc to raz, że nie mam aż tyle na sprzedaz. Dwa, że nikt specjalnie nie chce, jak chcą to szkoda słów mi na to jakie smutne historie słyszę, bo żeby mi się chciało dla kogoś, kogo nie znam, to muszę zobaczyć pieniądze. Ostatnio typ mi napisał, że on na razie nie bo ma ideały na przykład. Ja tez, jeśli nie ma w tym hajsu nie ma w tym sensu. Robie dla kolegów, Brudne Serca i Reno mają u mnie priorytet, ale nie mogłem im robić bitów, bo no po prostu Dinal pierwszy. A bitów dużo nie robiłem, tam skąd pochodzi Mejdej nie ma Internetu i nie ma jak się chwalić tym co robi. Ja w sumie miałem dawno temu najemnicze opcje, 6-7 lat temu, remix Grammatika, wosk Diztriktu, ale o nic z tych rzeczy się nie prosiłem, i to podkreślam, bo wożonko. Może tez o to chodzi, że się nie proszę i nie robię miliona remixów, bitów itp. Znaczy to mój świat, w rzeczywistości robie chujowe bity.

KK

DODAJ KOMENTARZ

Wilq napisał/a:
2008-01-07 14:08:27
To sie chłopaki zarobili na rapie.
kaa napisał/a:
2007-07-30 22:37:27
haha jacooooo rocks! tęcza kraśnik zaraza :)
JACO napisał/a:
2007-07-29 23:48:49
Wasze komentarze chłopaki - "to nie jest ten joint". Krótko o płytce: zaraza jak odra! Pozdro dla Odry Opole...!
kuba napisał/a:
2007-07-20 18:54:08
mysle ze chlopakom jak calej reszcie na gulu skacze ze sobie na rapie nie zarobili i nie zarobią- bo ja byl boom na hip=hop i co weekend byly festiwale to wszysycy mowili ze to gowno i masówka nic nie warta i ze kiedys to sie skonczy i rap wroci do podz
wroobel napisał/a:
2007-07-15 23:30:32
stara rapowa spiewka o tym ze nie ma hajsu i zycie jest hujowe..
lotdafak napisał/a:
2007-06-07 21:55:45
a życie jest jak dziwka nananana
titi napisał/a:
2007-05-29 19:49:48
Niezbyt :/ Kupowałem "Kasete Demonstracyjną" na wosku i przez przypadek zostawiłem mój portfel na Malince
lotdafak napisał/a:
2007-05-24 19:51:22
dobrze ty sie czujesz? titi
titi napisał/a:
2007-05-23 22:18:30
DeIeNAeL naszym przyjacielem jest lalalalalalalala glory, glory alleluja, glory, glory alleluja, glory, glory alleluja lalalala i już aha Wankej, Mej i Urb pjona za dobre rapiwo.
DODATKOWE.
WASZE KOMENTARZE