JACKSON CONTI - SUJINHO
Dodano 2008-07-08
/ Komentarze 1
Kindred Spirits/Mochilla 2008
Madlib nie próżnuje i ciągle kolaboruje. Znany z wielu wcieleń i ksywek, pod tym projektem podpisuje się własnym nazwiskiem. Drugi jego człon - Conti to także nazwisko. Ivan Conti jest byłym perkusistą dobrze znanego zespołu brazylijskiego Azymuth. Co wyjdzie z połączenia dwóch rozgrzanych miejsc jakimi są brazylijskie Rio i amerykańskie Los Angeles? Ano letnia płyta, czyli Sujinho.
Fani Madliba wiedzą nie od dziś, że szuka on inspiracji w muzyce z całego świata. Jężdżąc i zbierając kupę rozmaitych płyt, nawiązując ciekawe znajomości, zrobił wiele różnorodnych albumów jak chociażby indyjskie Beat Konducta. Już wcześniejsze nagranie - YNQ miało w sobie wiele znamion tego co przynosi słuchaczom kolaboracja z perkusistą Azymuth.
Być może za kilka lat właśnie album współtworzony z Mamao (przydomek Conti'ego) będzie uważany za najlepsze dzieło Madliba. Fuzja bossy, samby, jazzu i tego charakterystycznego dla Otisa groove'u, jest nie do podrobienia. Z jednego strony Sujinho brzmi jakby miało już 40 lat i aż prosi się o samplowanie. Jednak z drugiej słyszymy naleciałości muzyki współczesnej. Bębny są głośniej, a linia basowa mocniejsza.
Gdzieś przeczytałem, że Sujinho w przyszłości będzie świadectwem jak wielki potencjał i otwartość na muzykę posiada Madlib. Wiele kawałków na płycie nie było aranżowanych, tylko powstało podczas jamowania, gdzie improwizacja i wyobraźnia liczą się bardziej niż matematyczne obliczenia. Choćby taka „Papaya" - kto w dzisiejszych czasach produkuje 10-minutowe utwory? Okazuje się, że jest takich dwóch.
Fani Madliba wiedzą nie od dziś, że szuka on inspiracji w muzyce z całego świata. Jężdżąc i zbierając kupę rozmaitych płyt, nawiązując ciekawe znajomości, zrobił wiele różnorodnych albumów jak chociażby indyjskie Beat Konducta. Już wcześniejsze nagranie - YNQ miało w sobie wiele znamion tego co przynosi słuchaczom kolaboracja z perkusistą Azymuth.
Być może za kilka lat właśnie album współtworzony z Mamao (przydomek Conti'ego) będzie uważany za najlepsze dzieło Madliba. Fuzja bossy, samby, jazzu i tego charakterystycznego dla Otisa groove'u, jest nie do podrobienia. Z jednego strony Sujinho brzmi jakby miało już 40 lat i aż prosi się o samplowanie. Jednak z drugiej słyszymy naleciałości muzyki współczesnej. Bębny są głośniej, a linia basowa mocniejsza.
Gdzieś przeczytałem, że Sujinho w przyszłości będzie świadectwem jak wielki potencjał i otwartość na muzykę posiada Madlib. Wiele kawałków na płycie nie było aranżowanych, tylko powstało podczas jamowania, gdzie improwizacja i wyobraźnia liczą się bardziej niż matematyczne obliczenia. Choćby taka „Papaya" - kto w dzisiejszych czasach produkuje 10-minutowe utwory? Okazuje się, że jest takich dwóch.
Sebol napisał/a:
2008-07-08 23:09:25
Jaram się tym co nie-miara! Jeden z lepszych krążków, bez wątpienia.







