JAZZ LIBERATORZ - CLIN D'OEIL
Kif Records
Zawsze chciałem pojechać do Paryża. Sprawdzić, czy moje wyobrażenie ulepione przez opowieści, kawałki, książki i filmy pokryje się tym, co tam zobaczę. Jazz Liberatorz już parę razy przesyłali mi zaproszenia, parę singielków, które dawali nam przez ostatnie 2 lata mocno mnie nakręciło na dłuższą wizytę. I oto doczekałem się, wreszcie mogę wybrać się na „Clin d'oeil”… cokolwiek to znaczy.
Zjechało sporo ludzi, wyszło dość interkontynentalne spotkanie, tylko ja ze swoją narodowością jakoś nie za bardzo pasowałem. Ale to raczej nie jest problem, i tak od początku zamierzałem tylko spokojnie iść z boku, słuchać co grają Francuzi i mówią, co się okazało, sami Amerykanie. Jazz Liberatorz przywitali nas długim instrumentalem, no i już wiadomo, że będzie dobrze. Brzmienie idealnie takie, jakiego można się było spodziewać, spokojnie i jazz’owo, nie wyrwie Cię to z krzesła, ale sprawi, że od bujania się wypadną z niego kółeczka. Pojawili się też i Ci, co mieli coś do powiedzenia, od razu wpadł ten, na którego najbardziej czekałem – Fat Lip. Jego singlowe „Backpackers” to jeden z najlepszych kawałków poprzedniego roku, tutaj także nie zawodzi, w sumie inaczej być nie może, bo swoim głosem może mówić o czymkolwiek, a i tak będę się jarał. Tre Hardson miło nam podśpiewał i mocny początek mamy za sobą. Wkręcony w klimat nawet nie zauważałem jak lecą kolejne kawałki, Asheru, J. Sands, Fat Lip i T. Love.. stop! Cóż za kooperacja, znowu gruba warga i to jeszcze z jedną z najlepszych raperek w historii, bez żadnego wahania mówię, że ten kawałek był najprzyjemniejszą częścią wypadu, gdyby nie kolejni, którzy też chcieli pokazać co potrafią to godzinny replay tego kawałka byłby pewny. Ale trzeba iść dalej, Tableek z grupy Maspyke, Apani B Fly, bo przecież nie ma dobrego wypadu bez kobiet, a później to już się posypało: Sadat X, Raashan Ahmad, J-Live, Buckshot.. skąd oni ich wszystkich wzięli? Skład co najmniej imponujący, szczególnie, że na deser zaśpiewała nam jeszcze Lizz Fields i mogliśmy spokojnie udać się do domów kiedy w tle leciało nam instrumentalne Outro.
Wyprawa niby jak zwykle. Słuchawki, ciemny pokój, łóżko i muzyka. Ale tym razem poczułem coś innego, naprawdę czułem się jakbym chodził z nimi nocą po centrum Paryża, słuchał dobrej muzyki i podziwiał piękno tego miasta, i na pewno często będę tam wracał.







