PERCEE P - PERSEVERANCE
Dodano 2007-11-03
/ Komentarze 11
Stones Throw
Nie pamiętam kiedy ostatni raz włączyłem w odtwarzaczu płytę, która swoim ciężkim hip hopowym brzmieniem zrzuciła mnie z krzesła. Nie pamiętam też kiedy ostatni raz słuchałem MC tak dobrze wbijającego się w rytm, zmieniającego flow niczym kameleon kolory (niektórzy uważają Perciego za pioniera tzw. fast rapu), mającego do opowiedzenia historie nierzadko bardziej interesujące niż całe zastępy tzw. story teller’ów. Gdy dołączymy do tego totalnie surowe, oparte na 3-4 sekundowych loopach, bity człowieka o wielu twarzach – Madliba, okaże się, że „Perseverance”, to bomba na którą czekać trzeba było, niestety, naprawdę długo.
Wielu słuchaczy zapewne nie zdaje sobie sprawy, iż Percee siedzi w hip hopie od lat, a w zasadzie od początku jego istnienia. Po wielu miesiącach młodzieńczej fascynacji przyszedł czas na debiut. W ’88 pojawił się jego pierwszy dwunastocalowy singiel pod tytułem “Let The Homicides Begin”. To właśnie wtedy Percee trafił do szerszego grona odbiorców. W latach ’90 P wycofał się jednak z rap biznesu. Zaczął pracować jako menedżer, wydając sporadycznie słabo rozreklamowane single. W ten sposób ominęła go możliwość osiągnięcia sukcesu w tzw. złotej erze hip hopu. W końcu nadszedł rok 2003 kiedy to Egon wraz PB Wolfem spotkali Perciego w NYC. Szefowie Stones Throw szybko doszli do porozumienia z utalentowanym MC czego konsekwencją były jego gościnne udziały na płycie Wildchilda i Jaylib, a docelowo płyta „Perseverance”.
Po trzech latach ciężkiej pracy na półkach sklepowych pojawił się krążek, który stanowi punkt wyjściowy dla Perciego. Przedstawia go jako bardzo technicznego mistrza ceremonii, mocno związanego ze sposobem wypowiadania całych fraz. Ciężko wyłapać choćby jeden wers, w którym P wyszedłby poza ramy rytmu. Do tego raper bawi się słowami niczym żongler piłeczkami - odwracając, przerzucając i zmieniając na własny użytek poszczególne wyrazy. „Perseverance” to jednak nie tylko wokalne popisy rapera. P świetnie opowiada złożone, interesujące, uliczne historie, w których nie brak elementów bragga. Przy tym nie popada w schemat i nie serwuje historii względem siebie analogicznych.
Równie silnym punktem całej produkcji jest muzyka przygotowana przez jednego z najciężej pracujących producentów na scenie. Madlib wybrał podkłady mocno wykorzystujące membrany w głośnikach. Linia basowa na „Perseverance” zachwyciłaby nie jednego fana poruszania się po mieście samochodem z otwartymi szybami. Smaczku dodaje prosto ułożona perkusja i krótkie loopy, przypominające najlepsze lata hip hopu tworzonego właśnie według takiej formuły. Percee P w połączeniu z Madlibem, to forma kontynuacji tego czego Ottis dokonał z MF Doomem. Jest to jednak płyta o charakterze bardziej ulicznym, a sam Percee to całkowicie inny MC niż MF. Więcej u niego porządku i zorganizowania. Słuchając krążka wydaje się jakby każdy wers był układany z chirurgiczną precyzją.
Zaryzykuje stwierdzeniem, iż „Perseverance” ma szansę zdobyć w tym roku czołową pozycję jeżeli chodzi o szeroko rozumianą muzykę hip hopową. Na pewno jest to udany powrót do starej szkoły rapowania, w której MC stara się jak najlepiej połączyć techniczne popisy z ciekawym przekazem.
Wielu słuchaczy zapewne nie zdaje sobie sprawy, iż Percee siedzi w hip hopie od lat, a w zasadzie od początku jego istnienia. Po wielu miesiącach młodzieńczej fascynacji przyszedł czas na debiut. W ’88 pojawił się jego pierwszy dwunastocalowy singiel pod tytułem “Let The Homicides Begin”. To właśnie wtedy Percee trafił do szerszego grona odbiorców. W latach ’90 P wycofał się jednak z rap biznesu. Zaczął pracować jako menedżer, wydając sporadycznie słabo rozreklamowane single. W ten sposób ominęła go możliwość osiągnięcia sukcesu w tzw. złotej erze hip hopu. W końcu nadszedł rok 2003 kiedy to Egon wraz PB Wolfem spotkali Perciego w NYC. Szefowie Stones Throw szybko doszli do porozumienia z utalentowanym MC czego konsekwencją były jego gościnne udziały na płycie Wildchilda i Jaylib, a docelowo płyta „Perseverance”.
Po trzech latach ciężkiej pracy na półkach sklepowych pojawił się krążek, który stanowi punkt wyjściowy dla Perciego. Przedstawia go jako bardzo technicznego mistrza ceremonii, mocno związanego ze sposobem wypowiadania całych fraz. Ciężko wyłapać choćby jeden wers, w którym P wyszedłby poza ramy rytmu. Do tego raper bawi się słowami niczym żongler piłeczkami - odwracając, przerzucając i zmieniając na własny użytek poszczególne wyrazy. „Perseverance” to jednak nie tylko wokalne popisy rapera. P świetnie opowiada złożone, interesujące, uliczne historie, w których nie brak elementów bragga. Przy tym nie popada w schemat i nie serwuje historii względem siebie analogicznych.
Równie silnym punktem całej produkcji jest muzyka przygotowana przez jednego z najciężej pracujących producentów na scenie. Madlib wybrał podkłady mocno wykorzystujące membrany w głośnikach. Linia basowa na „Perseverance” zachwyciłaby nie jednego fana poruszania się po mieście samochodem z otwartymi szybami. Smaczku dodaje prosto ułożona perkusja i krótkie loopy, przypominające najlepsze lata hip hopu tworzonego właśnie według takiej formuły. Percee P w połączeniu z Madlibem, to forma kontynuacji tego czego Ottis dokonał z MF Doomem. Jest to jednak płyta o charakterze bardziej ulicznym, a sam Percee to całkowicie inny MC niż MF. Więcej u niego porządku i zorganizowania. Słuchając krążka wydaje się jakby każdy wers był układany z chirurgiczną precyzją.
Zaryzykuje stwierdzeniem, iż „Perseverance” ma szansę zdobyć w tym roku czołową pozycję jeżeli chodzi o szeroko rozumianą muzykę hip hopową. Na pewno jest to udany powrót do starej szkoły rapowania, w której MC stara się jak najlepiej połączyć techniczne popisy z ciekawym przekazem.
guo napisał/a:
2008-04-01 22:56:45
Przez moją recenzję chcę dać do zrozumienia, że przez prawie cała lata '90 zajmował się przede wszystkim (!) innymi sprawami, np. byciem menedżerem. Nie nagrywał regularnie. Nie nagrał albumu. A przecież mógł, bo już wtedy miał wielki potencjał (patrz: np. free z eminemem czy fat joe na youtube). Nie zaprzeczam, że nagrywał, ale robił to stosunkowo rzadko. Tyle.
JanMatazz napisał/a:
2008-03-31 20:41:03
Jezeli naprawde z informacji przez Ciebie znalezionych, wynika to co napisales, to pisales ta recenzje za szybko. Przedstawiles nam Percee'a jako menedzera, a z informacji przez Ciebie uzyskanych wynika, ze byl on poslancem ( moge teraz tak stwierdzic, poniewarz juz wiem z jakich informacji korzystales ). Fakt, iz pomyliles jego zawod piszac za szybko jest nie tyle istotny co fakt iz przegapiles kilka moim zdanie ciekawych momentow w karierze Percee'a wezmy nawet sprzedawanie cd's "face 2 face" albo uliczne freestyle's w jednym rzedzie z najlepszymi...Piszesz ze Stones Throw zapowiadalo jego plyte jako powrot wielkiego. Zastanowmy sie jaki powrot? Do czego? Percee P do niczego nie wraca, On jak i jego filozofia hip-hop'u byly w grze - jak sam piszesz - od pozcatku. Redaktor David Ma w artykule dla WAXPOETICS dobitnie ujmuje to co chce przekazac, przedstawiajac nam Percee'a jako: "Bronx Percee P WORKS twenty years for his debut...Whether being sought out by Kool Keith, sharing a track with Big Daddy Kane, or being sampled by Dj Shadow..."
guo napisał/a:
2008-03-30 14:04:58
Wychodzę z założenia, że Percee ze swoim talentem i potencjałem przez lata '90 nagrywał bardzo mało. W zasadzie nie działał prężnie na scenie. Z resztą Stones Throw zapowiadało jego płytę - jako powrót wielkiego. Za wytwórnią: "For most of the rest of the 1990s Percee P laid low, working in retail and as a messenger, dropping only the occasional indie single and a few guest verses. Percee wasn't gung-ho about the rap game again until the late '90s, when he truly went for self and began his own guerilla distribution campaign, selling his CDs face-to-face to patrons outside of New York's Fat Beats Records, establishing himself as something of a local landmark."
JanMatazz napisał/a:
2008-03-29 16:30:06
Guo trudno napisac czy jest inaczej niz to co napisales wynika z informacji przez Ciebie znalezionych, zastanow sie nad tym...ja natomiast czytajac recenzje napisana przez Ciebie mialem wrazenie ze zbagatelizowales role Percee'a w hip-hopie, oraz ze recenzja jest nie kompletna a przez to wydala mi sie srednia...pozdrawiam
guo napisał/a:
2008-03-28 23:00:26
@JanMatazz:
Z informacji przeze mnie znalezionych wynika, to co napisałem wyżej. Jeżeli jest inaczej, to napisz, ale w sposób przynajmniej konstruktywny.
pozdrawiam
JanMatazz napisał/a:
2008-03-28 19:08:04
yo GUO srednia recenzja, a 2 akapit to shit heh cofnij sie i poszperaj troche a dowiesz sie co Percee czynil pomiedzy early 90 a zanim zarapowal exclusive na champin sound hehe a tak na powaznie to nominowal bym Perseverance do plyty roku, jaki kazda plyta i ta ma slabe momenty patrz bit do kawalka the dirt and the filth feat. aesop rock troodno oprzec sie wrazeniu ze byl robiony pod aesop rocka heh no i jeszcze dodam maly szczegol na okladce w wersji winylowej w trzecim akapicie pod tytulami kawalkow pominieto Prince PO jak masz winyl graczu to sprawdz to!;) p.s. sprawdzcie tego MC na zywo! jego flow rozkurwia(upsss) glosniki, podobno tylko BIG DADDY KANE tak rapowal...peace
k napisał/a:
2007-11-09 01:50:45
mistrzowska plyta, slucham pierwszy raz, a wlasciwie koncze i strasznie sie jaram, w najlepszym stylu stones throw bez zbednego jarania sie byle czym, percee chyba teraz bedzie najbardziej oczekiwanym typem w sensie wydawania nastepnej plyty. surowosc ale tez wyszukane melodie w samplach - buja jak trzeba, do tego swietni goscie i rap z glowa podniesiona do gory. rece tez do gory i tak zostancie!
leszek napisał/a:
2007-11-06 14:37:52
u mnie nie schodzi z glosnikow w domu,na sluchawkach w ipodzie i glosnikach w aucie - mistrz!
winyl zamowiony,dlugo czekalem na cos takiego od stones throw,co do produkcji,to madlib zachwyca,balem sie ,ze po nudnych 4 albumach instrumentalnych (movie scenes + 2 w indiach byly imho porazka) bedzie lipa ,a jest wrecz przeciwnie - OGIEN!!! 5/5!
sf napisał/a:
2007-11-05 12:30:13
ja nie dokonca papieram - przeciętna pozycja, percee p ok, ale w polaczeniu z madlibem zupelnie nie pasuje, zreszta wlasnie produkcja to raczej slabszy punkt tej plyty. ocena jak dla mnie 3,5/6.
Sebol napisał/a:
2007-11-04 15:59:20
Całego krążka słucha się wspaniale... ale gdy przychodzi czas na zamykający płytę "The Lady Behind Me" to wiem że przez ostatnią godzinę słuchałem dobrego rapu!
leszek napisał/a:
2007-11-03 17:23:13
popieram,plyta w scislej czolowce tegorocznych wydawnictw ,gorace!







