W.E.N.A. - WYŻSZE DOBRO
2007
W.E.N.A. inaczej Wudoe albo dla zwolenników wielu alternatyw – Montana Maxx. Warto zapamiętać te trzy ksywki, bo to koleś który w rapie, jak się mawia, „siedzi nie od dziś”. Gdzieś po cichu, nikomu nic nie mówiąc przygotowywał swój debiutancki krążek. „Wyższe Dobro” albo będzie miało mocnych zwolenników albo jeszcze mocniejszych przeciwników. Osobiście – należę do tych pierwszych.
Płyta to przede wszystkim dużo samego Weny, który w prawie każdym tekście wypowiada się w dość autobiograficzny sposób. Dzięki temu brzmi wiarygodnie, a często rzucane „kurwa” nie drażni ucha, tylko pozwala bardziej wczuć się w atmosferę Warszawskiego życia przedstawianego przez Montanę. Przekrój tematyczny począwszy od przechwałek, poprzez wspominanie liceum i „szanujących” się dziewczyn, aż na blokowiskach kończąc, to dowód otwartej głowy autora. Pewnie duży w tym wpływ mają wymieniani przez Wenę artyści: Ray Charles, Bobby Womack, Rose Royse, A Tribe Called Quest, Common i Pete Rock. Klasyka i powrót do połowy lat ’90 stały się wyznacznikami „Wyższego Dobra”. Co często słychać, zwłaszcza w technice i wersach Weny, przeważnie prostych i zrozumiałych dla słuchaczy. Bez zbędnych pierdół trzy po trzy dla popisu. Nie wiem tylko, czy 15 numerów na solową płytę to nie lekkie samobójstwo. Mimo wielu bitmejkerów (m.in. Święty, Puzzel, Kixnare), muzycznie mogło być lepiej. Poza wieloma producentami, gościnnie udzielają się m.in.: Emil Blef, Brudne Serca, Mały Esz Esz. Warto wydać 18 zł, by poczuć się jak dobrych kilka lat temu.







