WERSALKOWICZE O "FINDING FOREVER"
Po dwóch latach milczenia, Common powrócił z nowym albumem. Czy "Finding Forever" przedstawiany jako "1 album in the country" sprawi, że prawdziwy hip hop ponownie zaistnieje w świadomości masowego słuchacza? Jeśli tak, to kto powinien otrzymać bukiet kwiatów; Common za uproszczenie przekazu czy gorący beatmaker Kanye West za umiejętne balansowanie na granicy tego co popularne a niezależne? Na temat "Finding Forever" rozmawiają Guo, Sebol, J oraz Kaa.
Guo: Wreszcie jest! Tysiące (miliony?) fanów Commona znowu mogą poczuć magię pierwszego odsłuchu nowej płyty chicagowskiego artysty. Jeszcze przed pojawieniem się krążka na rynku, duża część słuchaczy zakładała, iż będzie oceniać krążek, porównując go do „Be”. Nie wydaje mi się aby był to właściwy zabieg. Od pierwszych minut „Finding Forever” słyszymy, że Common zrobił kolejny krok. Pytanie czy w przód czy w tył? A może w bok? Na dzień dzisiejszy jednego jestem pewien – Common, swoim nowym albumem, zasypuje na rynku muzycznym ogromną dziurę, wrzucając tam inteligentny hip hop, powoli wchodzący na najwyższe szczeble muzyki popularnej. Jak długo taki stan się utrzyma? Nie sposób powiedzieć.
J: Raczej do „Electric Circus”. Nowy album będzie porównywany do piątej płyty, takie odnoszę wrażenie po pierwszych godzinach słuchania „Finding Forever”. „Be” to najsłodszy cukierek w dyskografii Commona, tymczasem płyta „Finding Forever” nie wywołuje mdłości, o które tak łatwo w przypadku „Be”. Nie jestem pewien czy nasz artysta w ogóle ruszył z miejsca, gdyż podobieństwa między nową płytą a dwoma poprzedzającymi ją wydawnictwami są coraz bardziej widoczne. Na tym etapie dyskusji nie widzę tak dużego rozwoju jakiego byśmy sobie życzyli.
Sebol: Moim zdaniem, „Finding Forever” nie koresponduje z żadną płytą, która wyszła wcześniej z pod ręki Common'a. Mimo wszystko, znowu korzysta z pomocy artystów r&b/neo-soul – co mogło spowodować powtórkę z „Be”. Tym razem jednak, całość brzmi jak nigdy dotąd. Wszystko do siebie pasuje i tworzy niezwykle harmonijne połączenie. Nie spodziewałem się aż tak dobrego krążka. W zasadzie, nogę potknął sobie tylko Kanye w bardzo nieudanym (lecz na szczęście jedynym utworze) pod tytułem „Southside”, gdzie mamy do czynienia z kakofonicznym wrzasko-pseudo-śpiewem. Dobre występy zaliczyli Dwele, WillIAm, Bilal, Lily Allen i D'Angelo, a wspomniany wyżej Kanye West zrobił kilka fajnych bitów. Common może być zadowolony z ostatecznego kształtu albumu „Finding Forever” - udało mu się nagrać płytę lekką i przyjemną, do której będę wracał często – szczególnie do utworu „Misunderstood”. Słuchacze pewnie się ze mną zgodzą, a nosem przyjdzie kręcić tylko tym co Commona nigdy nie darzyli sympatią.
J: Co chwilę wspominamy poprzedni krążek jako ten przełomowy, który wprowadził Commona na wysokie miejsca Billboardu. Od razu nasuwa się pytanie, czy rzeczywiście oczekujemy „lekkich i przyjemnych” płyt sięgających szczytów list przebojów?
Guo: Oczywiście, że nie. Tzn. cieszy mnie wzrost sprzedaży płyt Commona i mam nadzieję, że ta tendencja utrzyma się jak najdłużej. „Finding Forever” ciężko jednak nazwać całkowicie „lekką i przyjemną”. Spotykamy się raczej z bardzo szeroką paletą dźwiękowych barw. Od ciemnego „The game” przez szare „Start the show” po jasne „Break my hart”. I choć muzyczny kod nie zmienił się u Commona od debiutu, to ciężko zarzucić mu brak ewolucji czy zastój. Cieszy mnie więc fakt, iż raper z płyty na płytę przeciera nowe estetyczne ścieżki. Nie sposób nie wiązać tego z obecnością i „patronatem” Kanye Westa, który wniósł do twórczości Commona nową jakość. I choć nie wszystkim odpowiada połączenie tych dwóch postaci, to wraz z tym krążkiem ciężko będzie oddzielić od siebie dwóch czołowych reprezentantów rapu z Chicago.
Sebol: Jeżeli chodzi o produkcje muzyki, to Kanye West nie jest tym, któremu należą się szczególne oklaski. Wspomniałem wyżej o „Misunderstood” - ten track, może w krótkim czasie zostać okrzyknięty klasykiem, a to wszystko zasługa zdobywcy Grammy - Stevo Springsteen'a. Na jego Myspace aż roi się od pozytywnych komentarzy. Szkoda że mamy odgrzewane z „The shining” - „So far to go”. Akurat bardzo lubię ten kawałek, mogłoby jednak pojawić się coś nowego. Niespodzianką jest, zdaniem wielu, przereklamowany WillIAm. Mimo wszystko utwór „I want you” jest jednym z moich ulubionych. Podobnie jest z kawałkiem bonusowym pod tytułem „A dream”, który całkiem ciekawie wyszedł Commonowi i liderowi BEP. Wracając do dodatkowych numerów, nie można pominąć „Play your cards right” z Bilalem, czy „So cool” wyprodukowane przez Sa-Ra. Jeżeli mamy mówić o jakieś konkretnej przemianie, która mogłaby zajść w twórczości Commona to tylko za sprawą „Kreatywnych Partnerów”. Warto raz jeszcze przywołać Bilal'a, który miał duży wpływ na ostateczny kształt „Finding Forever”, jako że pojawił się aż w czterech kawałkach, odwalając kawał dobrej roboty.
Guo: Sam Common powtarza jednak często, jak duży wpływ na kształt płyty miał Kanye. Nie to jest jednak najważniejsze. Nowy krążek rapera z Chicago stanowi dowód na to, że Common eksperymentuje z nowymi pomysłami, nie stoi w miejscu, próbuje nowych rozwiązań. Cieszę się, że „Finding Forever” to płyta solidna, na pewno nie zaniżająca poziomu, jaki prezentuje Common. Niezadowolony słuchacz pewnie powie – „mogło być lepiej”. Mogło i może będzie, na następnej płycie. Na dziś dzień odkrywajmy zalety najświeższej pozycji pana w kaszkiecie.
Kaa: Dla mnie numer z Willem to kwintesencja dobrych brzmień. Jak włączam „Finding” to gdzieś w głowie mam obraz z „Elektrycznego Cyrku”, niestety tym razem zgadzam się z Jędrzejem, a nie na odwrót. Tamten krążek był przełomem nie tylko u Commona, ale pewnie w całym światku rapowym. „Cyrk” zagrany na żywych instrumentach z zaangażowaniem wielu muzyków, odcinał się od poprzednich płyt pana z Chicago i rozpoczął nowy rozdział. Równie fajny i równie dobry jak poprzedni, z tych „brudniejszych” albumów. „Finding Forever” to zdecydowanie kontynuacja tego. Mimo to jednak mocniej trzymająca się kupy, bardziej soulowa, mniej surowa. To dobrze dobrani goście, miłe dla ucha śpiewy i miękkie bity. Każda minuta pokazuje, że nie zawiódł. Common Good Is Forever.
J: I na tym zakończymy. Dajmy szansę Czytelnikom do własnej opinii, którą (miejmy nadzieję) pozostawią w komentarzach.
ekipa Wersalki







