SA RA CREATIVE PARTNERS - COSMIC HOP

"Naszą rolą jest tworzenie historii, a nie zabawianie". Jaki jest zatem nadrzędny cel? To proste: globalna dominacja. Powrót do czasów, gdy niekonwencjonalna, "inna" muzyka zdobywała szeroką popularność. John Coltrane, George Clinton, Prince, Jimi Hendrix to wzory do naśladowania. Wszyscy byli na początku niedoceniani.” "Na naszym albumie są hity, ale nie brzmią jak te, które zalewają media". W normalnych warunkach tego typu deklaracje skłaniałyby do myślenia o kolejnych nieudacznikach, dorabiających teorię do swoich miernych wypocin. Tyle tylko, że to nie są normalne warunki. To są warunki dyktowane przez Sa-Ra.
„Hip-hop z wpływami funku spod znaku Parliament, surowej sexualności Prince'a z okresu "Dirty Mind", przestrzennych dźwięków J Dilla i klubowej estetyki Neptunes, to wszystko w nowoczesnej, wykręconej, niespotykanej dotąd formie” to chyba moje ulubione określenie muzyki Taz'a Arnold'a, Om'Mas'a Keith'a i Shafiq'a Husayn'a. Jedna spośród wielu prób, ukazujących bezsilność dziennikarskich klasyfikacji. Trzej muzycy wypracowali przez lata działalności w muzycznym świecie brzmienie, które nie może być opisane przez skonstruowanie nawet najdłuższej listy porównań. Wszyscy z otwartymi głowami chcą z nimi pracować, przyciągnięci właśnie tą pociągającą innością, perfekcyjnie zorganizowanym chaosem Sa-Ra. ”Wyobraźcie sobie, że macie kąt z gangsta rapem, drugi wypełniony tymi, którzy robią bardziej artystyczne rzeczy i trzeci okupowany przez R&B i soul. My chcemy stać w czwartym kącie, nawet jeśli nigdy nie był on popularny i nie za często ktokolwiek do niego zaglądał. Wolimy być tam sami i zwrócić uwagę wielu ludzi”. Ich brzmienie to wyraz całej filozofii konstruowanej podobnie do kosmicznych opowieści P-funku. Sa-Ra w języku starożytnego Egiptu oznacza potomstwo najsilniejszej energii kosmicznej lub po prostu dzieci kosmosu. No i oczywiście natychmiast wywołuje skojarzenia z najbardziej kosmicznym jazzmanem w historii, Sun Ra, o którym muzycy mówią po prostu "brat Sun Ra". Om'Mas opisuje początki kolektywu w stylu przywodzącym na myśl innego potomka kosmicznej mocy, Georg'a Clinton'a: "Trzech Panów przybyło na Ziemię, aby zacząć współpracę, którą przepowiedziały gwiazdy. Gdy w 2000 połączyliśmy siły celem była produkcja muzyki i zdominowanie globalnej sceny. Szybko zdecydowaliśmy się również sami nagrywać, żeby zwiększyć szanse przeprowadzenia tego planu". Styl i dźwięki Sa-Ra to wyraz całej życiowej filozofii. Ich docenienie wymaga trochę wysiłku. Trzeba jednak pamiętać, że podobnie działo się w przypadku Sly Stone'a, Miles'a Davis'a, Stevie Wonder'a, Prince'a czy Parliament/Funkadelic. Co więcej, kiedy pod koniec lat 90-tych na scenę wkroczyli Neptunes również oni potrzebowali czasu żeby "masowa" publiczność oswoiła się z bitami, stylem i ideologią duetu mega-producentów. Tak czy inaczej, Sa-Ra są przekonani, że są częścią siły, która trwale zmieni świat na lepszy.
Misja zaczyna się oczywiście od naprawienia współczesnej muzyki. Brak kreatywnego podejścia do procesu tworzenia i stosowanie utartych formuł skłoniły ich do wyznaczenia kolejnego celu: załatać dziurę w świecie muzyki. Użycie starych brzmień, technik, patternów i nadanie im nowoczesnej formy. Oto ich recepta. Studio/dom/biuro Sa-Ra w L.A. otoczone jest zielenią i wodospadami, ściany pełne są portretów mistrzów jazzu, a podłogi zdobią perskie dywany. Jednak tym co dominuje są tony sprzętu wykorzystywanego do kreowania zupełnie nowych dźwięków. Juno, Roland SH-101, Rhodes, Wurlitzer, Moog, syntezatory Arp, zestawy perkusyjne, a z drugiej strony MPC, SP 1200, Pro Tools i wiele innych zabawek komputerowych, wykorzystywane są do tworzenia brzmienia muzyki przyszłości.
Członkowie Kreatywnego Partnerstwa faktycznie mają wszelkie potrzebne kwalifikacje żeby obrócić świat muzyczny do góry nogami. Taz i Shafiq spotkali się po raz pierwszy w meczecie w 1989, a żeby wszystko odbyło się w duchy Sa-Ra, Om'Mas i Shafiq spotkali się w... Crack House (niedwuznaczna nazwa studia nagraniowe Ice-T). Największe pasje Shafiq'a Husayn'a to bity, kobiety i ...szachy (klasyfikowany jest nawet w rankingu zawodowych szachistów w USA). Nic dziwnego, że to on odpowiedzialny jest za strategię współpracy Sa-Ra z wytwórniami. Jego CV dostarcza jeszcze większych wrażeń. Wychowany na Bronxie oraz w Los Angeles, Zulu King i uznany kolekcjoner płyt, miał kontrakt z Sony, w ramach którego produkował m.in. takie tuzy jak: Ice-T, Body Count, Lord Finesse, D.X.T., Afrika Bambaataa, Prince', Duran Duran, ścieżki dźwiękowe filmów „New Jack City” i „Deep Cover”. Na początku swojej muzycznej drogi był DJ’em wraz z Grandmixer’em DXT. Om'Mas dorastał w Queens. Jako przedstawiciel czwartej generacji muzyków w swojej rodzinie (pradziadek był kopistą George'a Gershwin'a, matka znaną wokalistką jazzową) trafił na wydział perkusji jazzowej University of Massachusetts, a jego wykładowcami byli m.in. Max Roach czy Yusef Lateef. Zajął się też pracą w studiu i miksował większość płyt Ice’a T oraz piosenki dla np. Foxy Brown i Mobb Deep. Następnie związał się z Jam Master Jay’em oraz słynnym studiem Suave House, gdzie nagrywali m.in. Onyx, Run DMC, Lauryn Hill i młody 50 Cent. Dzięki współpracy z tym studiem nagrywał później także z 8-Ball & MJG, Coolio, Charlie Baltimore i Ice Cube’em. Taz Arnold, pochodzący z South Central Los Angeles, zaczynał jako b-boy już w podstawówce. W czasach szkoły średniej wziął udział w powstaniu wielu teledysków oraz „bardzo ciężko” pracował na miano „ikony mody” na ulicach L.A. Jego pierwsze produkcje pojawiły się gdy miał 17 lat i były naturalną konsekwencją crate diggerskiej pasji odziedziczonej po ojcu, który miał ponad 5 000 płyt jazzowych i soulowych zgromadzonych w pokoju gościnnym. Spotkanie Taz’a z “wielkim światem showbusiness’u muzycznego” nastąpiło gdy załatwił jednemu z mc's, którymi się zajmował, featuring na „The Chronic 2001” Dr. Dre. Jego wkład w tę megapopularną płytę polegał również na...pomocy w wymyśleniu nazwy wydawnictwa. Dalsza współpraca z Dre pozwoliła mu na zdobycie indywidualnego kontraktu z Aftermath Records. Taz w największym stopniu jest również odpowiedzialny za opinię "najmodniejszego tria w shobusinessie" jaką cieszy się Sa-Ra. Jak sam tłumaczy, chusty Fendi, paski Gucci, jeans'y od Helmut'a Lang'a, buty Dior'a i inne elementy wysublimowanego stylu to wynik wychowania w okolicach Crenshaw i Imperial w South Central L.A. lat 80-tych. Jak to się stało, że pochodzący z tych samych okolic N.W.A. kojarzeni są z mniej finezyjnymi mundurkami? "W ’84-’86 wszyscy byli jakoś związani z gangami, ale nie było jeszcze takiej przemocy, bo nie było tylu pieniędzy do zrobienia na ulicach jak w latach 90tych. Nie było jeszcze crack'u. Telewizja też nie miała wtedy tak silnego wpływu na to jak postrzegało się swoje sąsiedztwo. Styl ulic pochodził głównie od b-boy'ów". Taz był jednym z nich i podobnie jak inni uczestnicy wielkich imprez starał się naśladować styl Prince'a, The Time czy Cameo. Oczywiście gdy pozwoliły mu na to środki finansowe przeniósł swój styl na wyższy poziom. Miksowanie i dopasowywanie ekstremów doprowadziło do sytuacji gdy na zdjęciach można go zobaczyć ubranego w kurtkę Burberry za $2000, chustę za $1000 i spodnie z wojskowego second-handu za $5. No i najważniejsze: "Nie jestem modny" mówi w wywiadzie dla Okayplayer. "Moda to opakowany, sprzedawalny styl. Ja jestem stylowy. Chodzi o bycie oryginalnym i indywidualnym. Mój wygląd to mój styl".
Dokładnie tak wygląda sytuacja Sa-Ra. Nie są modni, nie otacza ich uwielbienie milionów (choć pojawia się wielu naśladowców ich brzmienia np. Owusu & Hannibal, Up Hygh), ale unikatowy styl zapewnia im szacunek. Tak było od pierwszej wspólnej produkcji dla Jurassic 5 i pierwszego wspólnego nagrania "Glorious". Wydany w 2004 utwór od razu został uznany za drugi track roku przez słuchaczy Worldwide - Gilles'a Peterson'a na BBC1 oraz zdobył nagrodę "John Peel Play More Jazz" przyznawaną dla najbardziej nowatorskich twórców . Szybko stali się ulubionymi producentami producentów i progresywnych artystów. Remiksowali i produkowali najciekawszych i aż trudno odmówić sobie takiej wyliczanki: Heavy D, Pharoahe Monche, Bilal, Jill Scott, Jurassic 5, Erykah Badu, PPP, Spacek, NERD, Dr. Dre, Common, Roots Manuva, Dwight Trible, Crumbsnatcha, Ladybug Mecca (z Digable Planet) Four Tet, Medeski Martin & Wood, Black Eyed Peas (dzięki nim poznali Kanye West'a), John Legend...lista ciągnie się w nieskończoność. Teraz pracują nad nowymi albumami solowymi i nowymi płytami Eryki Badu i Angie Stone. Kto jest jeszcze na liście "prac do wykonania"? Uwaga: Madlib, Bjork i ...wujek Clinton. Z kim chcieliby jeszcze się zmierzyć? "Moglibyśmy pomóc Britney Spears i Whitney Houston". Apostołowie dźwięku nie produkują tylko pomagają. D'Angelo, Stevie Wonder, Gwen Stefanie, Chris Brown i Justin Timberlake również znajdują się na ich liście życzeń. Nie doszła do skutku współpraca z J. Lo, z którą mieli pracować nad czymś w stylu salsa. Jeżeli zmaterializuje choć część z tych kolaboracji to Sa-Ra odniesie sukces na polu łączenia awangardy i komercji. Szkoda tylko, że z realizacją planów tria nigdy nie jest łatwo.
Kiedy prawie rok temu pisałem po raz pierwszy o Sa-Ra wszyscy spragnieni muzycznej rewolucji wstrzymywali oddech. Pełnowymiarowa płyta kolektywu miała już wkrótce zakończyć lata zbierania dźwięków tria porozrzucanych na albumach śmietanki muzycznego świata. Śledzenie internetowych bootlegów oraz wydawnictw publikowanych w najróżniejszych wytwórniach (np. Ubiquity, Jazzy Sport, ABB) w końcu miało zostać wynagrodzone. Na tą chwilę trzeba było jednak poczekać jeszcze kolejny rok. Chociaż nie...oczywiście, z Sa Ra nic nie jest tak proste. Oficjalnie “The Hollywood Recordings”, wydany 26 kwietnia przez Babygrande, to tylko kolejny prequel do "właściwego" wydawnictwa w dużej wytwórni. Następny krok przygotowujący na spotkanie z "Black Fuzz", płytą, która miała ukazać się w G.O.O.D. Music Kanye West'a, i która "ugrzęzła" w machinie korporacyjnych operacji. Krótko mówiąc przedłużająca się gra wstępna stała się specjalnością Sa-Ra. Obecni na płycie Erykah Badu, Talib Kweli, J. Dilla, Bilal, Kurupt, Capone -N- Noreaga, Ty (z duetu Ty & Kory), Pharaohe Monch i inni, potwierdzają, że ta faza aktu jest często niesłusznie zaniedbywana. Szczególnie ten ostatni, dzięki metaforze niczym ze szkolnego podwórka, zapewnia o swoim upodobaniu do jej istotnego elementu. “Fish Fillet” to oda do cunnilingus, która potwierdza, że nazywanie produkcji Sa-Ra „sprośnymi” jest jak najbardziej na miejscu. "Sexizm, który nie obraża" takie mogłoby być podsumowanie tematyki tekstów oraz dźwięków na płycie. Dowód? Moja koleżanka, wojująca feministka koniecznie musiała mieć "Bitch" na swoim i-podzie. Jak sobie możecie wyobrazić w codziennym życiu nie przepada gdy do przedstawicielki płci pięknej zwraca się per "suko". "The Hollywood Recordings" to zbiór różnych drobnych wydawnictw, kurs Sa-Ra dla początkujących. Ktoś kto nie zatknął się z nimi wcześniej może liczyć na mocne wrażenia. Żywe instrumenty, "barokowe" wokale, niespotykane bity i tylko jeden sampel (Herbie Hancock w “Hey Love”). Efekt pięciu lat testowania swojej muzyki. "Black Fuzz" nie będzie miał już tak mozaikowego charakteru. Podobno już nagranych zostało 14 utworów i 4 skity. Nowe rzeczy pojawią się w 2008. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem...
Tak więc zainteresujcie się Sa-Ra póki nie jest za późno. To większa przyjemność nie bycie jednym z milionów fanów nowych Neptunes. OK, ten powód jest pewnie najmniej ważny, ale równanie jest proste: Pharrell przetarł szlak dla Kanye, który przetarł szlak dla Sa-Ra. Historia Sa-Ra wchodzi na wyższe obroty. Pytanie tylko, czy świat jest gotowy na Afro Magnetic Electronic Spiritualism? Inspiracje z kontynentu przodków, pozytywne i negatywne przyciąganie, nauka, która pozwala cieszyć się nagraną muzyką (crate digging!), wiara w wyższe siły, filozofia podkreślająca duchowy wymiar istnienia – to skondensowany przepis na muzykę Sa-Ra. Każdy kto odnajdzie w nim swoją formułę ma szansę na prawdziwie kosmiczne atrakcje.







