THE COOL KIDS - ROWERY SĄ SPOKO
W Chicago Polacy mają Jackowo, a hipsterzy najwyraźniej również zgrupowali się w jednej dzielnicy. Bo jak można inaczej wyjaśnić fakt, iż współlokator Chuck’a z Cool Kids był kiedyś sąsiadem Kid Sister, która jest siostrą Josha Younga z Flosstradamus i dziewczyną A-Traka. A stąd już tylko krok do powrotu wątku polskiego. A-Trak ma polskie korzenie i jeszcze zanim powstało myspace korespondował z Mental-Cut’em! Takie prehistoryczne czasy jak przez mgłę mogą pamiętać Chuck Inglish i Mikey Rocks, którzy zostali połączeni mocą tego wynalazku. Niedługo potem, w czasie freestylów w studiu, doszli do wniosku, że chcą być następną wielką rzeczą w hip hopie ... nowej złotej ery (a co!).

V.I.P.J., Dj, którego do składu przyciągnęły bębny Chuck’a zza ściany (kolejny „flatmate”!) twierdzi, że byli na siebie skazani. Wszyscy trzej ubierali się w podobnym stylu jeszcze zanim się poznali, a ich zainteresowania również były zbieżne: sneakersy, czapki, złote łańcuchy, rowery... no i hip hop z okolic roku 1988. To wszystko zawarli w swoim video „Black Mags”, które w Internecie odtworzono już ponad półtora miliona razy (całkiem spoko jak na hymn na cześć plastikowych obręczy do kół rowerowych).
Odpowiedzialny za bity Cool Kids - Chuck pochodzi z Detroit i jest kolejnym przykładem potwierdzającym prawdę, że bliskość zakładów przemysłu ciężkiego sprzyja rozwojowi talentów producenckich (jeśli nie macie teraz w głowie przynajmniej 3 beatmakerów z D. to witamy serdecznie na Wersalce). Mikey’a, MC z Chi-Town, spotkał trzy lata temu w sieci. Tracki, które zaczęli razem tworzyć najpierw na odległość, a potem w studiu w Chicago, szybko rozniosły się po blogach. Tym samym Chuck udowodnił sobie, że wszystko co robi jest „cool”, bo wyprodukował je wszystkie przy użyciu kilku funkcji jednego softu. Podobnie było w przypadku wydanej niedawno w UK ep’ki „The Bake Sale”. Z resztą sam pomysł na ten materiał był równie prosty. Nie myśląc w kategoriach: radio, singiel, club – Cool Kids zebrali te kawałki, które najbardziej im się podobały. I tak brzmi teraz rap w 2008.
Początek lata tego roku Cool Kids spędzili w Europie. Do Londynu można powiedzieć „powrócili”, a nie przyjechali, bo to właśnie tu dostrzeżono ich na szerszą skalę po raz pierwszy. Do dziś przerzucają się pozytywami na temat LDN. Pewnie dzięki temu można ich było oglądać w angielskiej stolicy aż trzy razy na przestrzeni siedmiu dni. Chuck i Mikey twierdzą, że Londyn jest lepszy nawet niż Nowy York. Bardziej „kulturalny”, bardziej kulturowo zmiksowany i pełen miłych ludzi. Co niekoniecznie pozostaje w zgodzie z „message’m”, który powtarzał jeden z MC’s grimowo-uk-hip-hopwego duetu otwierającego imprezę Cool Kids w londyńskim klubie Scala. „Ciężko jest dorastać w LDN” powtarzał akurat gdy newsem było 14 napadów z użyciem noży w 2 tygodnie – trafna i odkrywcza obserwacja zatem. Słusznie także zauważył, że wśród publiczności więcej jest „white bitches” niż „black bitches”. Przy okazji można dodać tu poradę dla dziewczyn, które chcą wkupić się w łaski Mikey’a (każda, z którą rozmawiałem) – lajkra na tyłku, kurtka z kreszu, złoty kejdan i blacha z imieniem - takie miały szansę na przytulenie przed klubem Scala. Znany z podobno uroczego spojrzenia Mikey jest z resztą oficjalnym online i real-life groupie manager’em. Nie piszcie mu jednak „what’s up”, bo naprawdę przegląda profil Cool Kids i odpisuje na znacznie ciekawsze zaczepki.
Przed pojawieniem się Cool Kids na scenie DJ grał to, co każdy kto zna duet z Chicago chciał usłyszeć : NWA, starego Dre, Snoop'a, ATCQ, De La Soul, czy mix „Everyone Nose” NERD (ten z megarymami Pushy z Clipse). Od razu było więc wiadomo , że będziemy świadkami kolejnego udanego show na trasie europejskiej, którą Cool Kids nie mogą się wręcz nacieszyć. Tu zostali na prawdę docenieni po raz pierwszy i tu mogą się jarać, że nawet w krajach nie-anglojęzycznych publika zna i nawija ich teksty. Faktycznie, udało im się odfajkować większość elementów idealnego koncertu rapowego: crowd control (np. dzielenie publiczności na dwa głosy), współpraca z DJ’em, wciągnięcie najbardziej pijanego uczestnika na scenę (szybko stał się celem ataków plastikowymi kubkami), zachęcanie do wspomagania hihat’ów kluczami i kulminacyjny moment z udziałem wyjątkowego gościa – „Mikey Rocks” z beatboxem Killa Kela.
To wszystko spowodowało, że każdy uczestnik koncertu od razu po powrocie do domu siadł do komputera i ściągnął nowy mixtape Cool Kids „That’s Stupid”. Oczywiście za free. Chłopaki sami wyznają filozofię, że płacą tylko za albumy ludzi, których znają.
Cool Kids nie chcą się ścigać z innymi raperami. Hip hop jest według nich przesterydowany więc oni rymują o tym, o czym rozmawiają każdego dnia (znacie to: sneakersy, czapki, złote łańcuchy, rowery.... i hip hop). Są na tyle cool, że na pytanie „rower czy samochód” odpowiadają bez wahania: rower. I to nie ze względu na cenę benzyny. Dwa pedały są po prostu spoko jeśli z pomocą łańcucha napędzają dwa kółka. Pełnowymiarowy album The Cool Kids „When Fish Ride Bicycles” nadchodzi w tym roku.







