Cover

OSTATNIA RECENZJA

WILLIAM DEVAUGHN – BE THANKFUL FOR WHAT YOU GOT

Zobacz TERRY CALLIER - FIRE ON ICE

ARTYKUŁ.

NOWE-STARE HOCUS POCUS

Dodano 2008-02-03 / Komentarze 2

Słów kilka o najnowszej płycie zespołu Hocus Pocus

Ciężko wyobrazić sobie francuską scenę hip hopową bez udziału w niej grupy o nazwie Hocus Pocus. Można pójść dalej w formułowaniu założeń i z czystym sumieniem stwierdzić, iż europejskie brzmienie gatunku, zakładając, że coś takiego istnieje, byłoby znacznie uboższe gdyby nie obecność paryżan. Kwintet ten po raz kolejny potwierdza postawioną przeze mnie tezę, a to za sprawą ich najnowszego krążka pod tytułem „Place 54”. Ci którzy znają HP z wcześniejszych dokonań (chociażby bardzo udanej płyty „73 Touches”), a nie słyszeli nowej pozycji Francuzów, zapewne zastanawiają się czy sukces sprzed paru lat jest możliwy do powtórzenia?

Warto zauważyć, że Hocus Pocus to zespół, który bardzo sprawnie, zwłaszcza po wydaniu wcześniej wspomnianej płyty „73 Touches” i wielu pochlebnych komentarzach skierowanych w jej stronę, wykorzystał koniunkturę na organiczny (czyt. instrumentalny) hip hop, który nadal przecież ma się, mówiąc delikatnie, nie za dobrze. Mózgiem całego przedsięwzięcia jest 20syl – młody MC i producent, który z pewnością wyznacza kolejny rozdział w historii hip hopu w kraju wina i wieży Eiffla. Niezaprzeczalny talent 20Syl’a do tworzenia ścieżek ciepłych, przytulnych, stonowanych nie ogranicza się jednak do właściwego doboru zagranych dźwięków. Syl zebrał wokół własnej osoby muzyków, którzy nagrywając w imieniu Hocus Pocus tworzą brzmienie przypisywane tylko im. To właśnie ten element stanowi olbrzymią zaletę zarówno 20Syl’a jak i całego zespołu. Frontman umiejętnie skompletował ekipę, w której każdy jeden muzyk postrzegany jest jako cegiełka, tworząca solidną całość. Na pierwszy rzut oka Hocus Pocus jawi się jako kolejna grupa, próbująca wykorzystać formułę tzw. „żywego hip hopu”, w którym to instrumenty wyznaczają twórczy tor. Jest MC, jest perkusista, jest klawiszowiec i gitarzysta, a wisienką na samym czubku muzycznego ciastka jest DJ. A jednak to właśnie paryżanie stworzyli coś co wielu nazywa unikatowym brzmieniem. To oni przyciągnęli swym groovem rozchwytywanych (w odpowiednim środowisku) The Procussions, jeden z fundamentów damskiego hip hopu – T-Love czy mistrza funkowego rytmu – Omara. A do tego grona należy dopisać cały zastęp ludzi, którzy wspomagali zespół dodatkowymi instrumentami oraz dokonaniami wokalnymi. Ostatecznie, przy wsparciu dużej grupy muzyków, powstała płyta, która pewnie nie odbiję większego piętna na historii gatunku, ale za to przez wielu uznawana będzie za przyjemną i wartą ponownego powrotu do niej.

HP (rozumiane nie tylko jako trzon, czyli kwintet) prezentuje muzykę określaną przez takie przymiotniki jak: głęboka (zarówno w stosunku do treści jak i brzmienia), spokojna, prosta (nie charakteryzuje się żadnego rodzaju udziwnieniami), ale i wymagająca choćby chwili refleksji. Na „Place 54” nie znajdziemy rozwiązań przełomowych na rynku fonograficznym. Dźwięki rzadko kiedy zaskakują swym brzmieniem, a momentami są wręcz przewidywalne. Fakt ten nie odgrywa jednak większej roli w odbiorze całości. W muzyce Francuzów to nie przełomowość jest priorytetem. Wykonawcy ci starają się przede wszystkim uprzyjemnić życie słuchacza, tworząc melodie gładkie i stonowane. Pośród brzmień delikatnej trąbki, hipnotyzującego fleta czy usypiającej gitary pojawia się przyjemny głos 20Syl’a, który balansuje między spokojnym story tellinig’iem, a dynamiczniejszymi popisami technicznymi. W ich brzmieniu nie ma miejsca dla imprezowych cykaczy czy plastikowych ballad okraszonych amatorskim refrenem. Na „Place 54” utwór o zabarwieniu imprezowym, to kawałek zbudowany na funkowym rytmie, hip hopowa ballada natomiast nie opiera się na pseudo-r’n’b lecz na profesjonalnym męskim lub damskim wokalu i odpowiednio dobranych instrumentach. Wszystkie czternaście utworów tworzą muzyczną podróż w sam środek najlepszego hip hopu, który w tym przypadku jest tylko wyznacznikiem dalszej drogi w stronę takich gatunków jak jazz, funk czy soul.

Między bajki włożyć można twierdzenia jakoby hip hop tworzony na bazie instrumentów uległ przedawnieniu. Fakt, nadal formuła ta porusza się raczej w płaszczyznach muzyki o dużym potencjale niż rzeczywistym sukcesie. Hocus Pocus to jednak kolejny dowód na to, że szybka transformacja jest możliwa. Patrząc na twórczość Francuzów w węższym zakresie, czyli w stosunku do obecnej pory roku - „Place 54”, to świetny środek na rozgrzanie zimnych wieczorów. Ciepłe brzmienie płyty szybko wypełnia pokój, a wraz z tym nasza muzyczna temperatura wzrasta o kilka jednostek. Wszystko za sprawą świetnego zgrania uczestniczących w projekcie jakim jest Hocus Pocus. Spójność muzyczna płyty stanowi fundament, których ciężko skruszyć jakimikolwiek zarzutami. Eklektyczność w wykonaniu Francuzów to nie tzw. poplątanie z pomieszaniem lecz świadomość różnorodności zjawiska jakim jest muzyka. Wniosek: nic tylko przyklasnąć.

GUO

DODAJ KOMENTARZ

herostratus napisał/a:
2008-02-04 19:44:26
jedno trzeba przyznac.pierwszy album jest dla mnie zajefajny i slucham go do dzisiaj natomiast drugi album przesłuchałem zaledwie 2 razy,nie zeby był słaby,jest poprostu słabszy od debiutu
Luigi32 napisał/a:
2008-02-03 12:52:14
No respekta za ten artykuł :) Natknąłem się na ten zespół przez przypadek... a że jestem wielkim miłośnikiem francuskiego HH od razu sprawdziłem obydwa albumy. I zostałem niesamowicie zaskoczony! Po prostu RE-WE-LA-CJA! Czekam z niecierpliwością co zrobią dalej, bo obecnie to najciekawsze zjawisko dla mnie na tamtejszej scenie - delikatnie mówiąc, ostatnio mało oryginalnej...
DODATKOWE.
WASZE KOMENTARZE