CURTIS MAYFIELD - UOSOBIENIE FUNKU
Minęło już osiem lat odkąd nie żyje Curtis Mayfield – wielki artysta, jeden z pionierów Funku, człowiek, który był nie tylko muzycznym, ale i społecznym liderem. Mayfield pozostawił po sobie kilka wartościowych albumów i cały szereg ponadczasowych singli. W kolejną rocznicę jego śmierci przypomnijmy sobie, jak hipnotyzował swoim głosem i urzekał brzmieniem własnej muzyki, która ostatecznie stworzyła nowy nurt chicagowskiego soulu. Oddajmy hołd jednemu z największych, wracając do takich utworów jak „Keep On Pushing” czy „The Makings Of You”. Ale po kolei…
Lata ’50 ubiegłego wieku. Czasy kiedy słowo Funk miało wyłącznie negatywny wydźwięk. W Stanach Zjednoczonych powstaje Afroamerykański Ruch Obrony Praw Cywilnych. Przeciwko powszechnie uznawanemu rasizmowi występują takie osobowości jak Rosa Parks, Malcolm X i Martin Luter King Jr. Amerykańskie społeczeństwo zaczyna przechodzić niezwykle drastyczne, ale i przełomowe przemiany, które mają wpływ na jego kształt do dnia dzisiejszego. W międzyczasie w Chicago powstaje zespół o nazwie The Roosters, który wyniesie na piedestał jednego z największych wykonawców muzyki popularnej, uznawanego dziś za filar Funku, człowieka, który jako jeden z pierwszych zerwał ze sztywnym schematem trzyminutowych utworów, tak popularnych w muzyce soulowej lat ’60. Jego dynamiczna kariera - zarówno muzyka jak i biznesmena - była i jest symbolem umiejętnego wykorzystania wielkiego talentu, ale także nieuchronności naszego losu, który w przypadku Curtisa Mayfielda ostatecznie okazał się tragiczny.
Ciężkie lata ‘60
Mayfield nie potrzebował wiele czasu by uświadomić sobie, iż jego życie oparte będzie wyłącznie na jednym elemencie – muzyce. Zrezygnował ze szkoły, ażeby w wieku 14 lat założyć z kolegami (wcześniej wspomniany) zespół The Roosters. Po około dwóch latach muzycy postanowili jednak zmienić nazwę grupy i przyjąć w swe szeregi wokalistę Sama Goodena. W ten sposób powstali The Impressions, którzy z roku na rok zyskiwali coraz większy rozgłos. Pierwszy singiel zespołu pojawił się w 1958 roku i nosił tytuł “For Your Precious Love”. Sprzedał się w prawie milionowym nakładzie co na tamte czasy było niezłym wyczynem. O dziwo, wydanie tego krążka doprowadziło do odejścia z zespołu wokalisty Jerry’iego Butlera, któremu nie podobało się, iż singiel widnieje na listach przebojów jako „The Impressions Featuring Jerry Butler”. W 1961 przyjęto do grupy nowego członka - Freda Casha, który godnie zastępował obrażonego Butlera. Jeszcze w pierwszej połowie lat ’60 z zespołu odeszli bracia Brookes. Mimo to The Impressions przeszli przez gorącą dekadę z podniesionymi głowami. W 1964 wydali przepiękny utwórr „Keep On Pushing”, który szybko stał się hymnem Martina Luthera Kinga Jr. i całego ruchu obrony praw cywilnych. Niestety rok 1967 przyniósł nieoczekiwane tragedie - zmarli wielcy muzyczni „przywódcy” czarnej ameryki - Otis Reading i John Coltrane, a Stany Zjednoczone zostały opanowane przez największe i najbardziej brutalne zamieszki w historii. Niespodziewanie okazało się jednak, iż były to jedne z najlepszych czasów dla ewolucji brzmienia muzyki afro-amerykańskiej. To właśnie w tym roku powstała bodaj najważniejsza soulowa pieśń - „Respect” w wykonaniu „królowej” Arethy Franklin. To w 1967 roku wydano „Cold Sweat” Jamesa Browna, która to płyta jako jedna z pierwszych zbliżała się swym groovem do funkowego rytmu. W tymże roku nagrany został także jeden z większych hitów The Impressions – „We’re a Winner”, w którym zespół jednoznacznie określał stan czarnej muzyki:
We’re a winner
And everybody knows the truth
We just keep on pushin’
Like your leaders tell you to…
At last that blessed day has come
And I don’t care where you came from
‘Cause we’re movin’ on up
Muzycy zaczęli stopniowo zastępować politycznych liderów, których z roku na rok ubywało. Soul, a później przede wszystkim Funk stawały się społecznymi inicjatorami zmian. To one kierowały masami i to one podpowiadały w jakim kierunku iść. Niewątpliwie również The Impressions odegrali w historii amerykańskich przemian niebagatelną rolę. Ich gospelowy styl „call-and-response”, umiejętne łączenie bluesa, soulu i muzyki latynoskiej określiły zespół jako innowatorów i twórców nowego brzmienia chicagowskiego.
Curtom Records i kariera solowa
Nadszedł jednak rok 1970. Mayfield postanowił opuścić The Impressions i rozpocząć karierę solową. Bez większego zwlekania założył własną wytwórnię - Curtom Records. Fakt rozpoczęcia nowej działalności potwierdził jego smykałkę i zamiłowanie do interesów. W skład nowej stajni muzycznej weszły między innymi takie tuzy jak: Donny Hathaway, Linda Clifford, Baby Huey and the Babysitters (w skład zespołu wchodziła Chaka Khan), Leroy Hutson, Bobby Whiteside, czy Mavis Staples. Co ważne, większość pozycji wydawanych przez wytwórnię Curtisa była przez niego samego produkowana. Mayfield był więc swoistym opiekunem artystów, którzy zasilali szeregi Curtom. To jednak jego własna kariera była priorytetem w poczynaniach muzyka. Jeszcze w 1970 Curtis wydał pierwszy solowy album pod tytułem „Curtis”. Nazwa jaką obarczył autor swój debiut dawała do zrozumienia, iż jest to płyta mocno osobista, niejako zbierająca wszystkie wcześniejsze doświadczenia, przeżycia i uczucia. Album ten był jego własną wizją soulu, który stopniowo zbliżał się do stricte funkowego brzmienia. Wprowadzał gładkość i styl do ówczesnej mocno szorstkiej stylistyki wśród muzyków, mających również wpływ metapolityczny. „Curtis” był krążkiem niewątpliwie zaangażowanym społecznie. Najsilniejsze uderzenie miało jednak dopiero przyjść.
Dwa lata po bardzo udanym starcie solowej kariery, na rynku muzycznym pojawiła się ścieżka dźwiękowa do legendarnego dziś filmu z gatunku blaxploitation - „Supafly” - autorstwa Mayfielda (film został nakręcony przez Gordona Parka, reżysera m.in. „Shafta”, który dostał nagrodę Oscara za soundtrack). 1972 okazał się dla czarnej muzyki, ale przede wszystkim dla samego Curtisa rokiem przełomowym. Zainspirowany takimi płytami jak „There’s A Riot Goin’ On” Sly’a & The Family Stone czy „What’s Going On” Marvina Gaye’a stworzył LP, które w swej wymowie było niezwykle bezpośrednie i dobitne, natomiast brzmieniowo pozostawało w spokojnej stylistyce charakterystycznej dla autora, który tym razem otarł się również o dźwięki pośrednio popowe. Symbioza ulicznych opowieści o narkomanach, złodziejach, strzelaninach ze stosunkowo gładkimi, wyważonymi, bluesowo brzmiącymi podkładami doprowadziła do stworzenia krążka ponadczasowego. Polityczny wydźwięk płyty nadał jej status symbolu. Funkowo-latynoskie brzmienie instrumentarium wraz z wysokim głosem Curtisa (śpiewał przede wszystkim w falsetto) podnosiło na duchu zapewne nie jednego bojownika o równe prawa ludzi różnych ras. Oprócz wielkiego sukcesu artystycznego, „Supafly” osiągnęło również najwyższe poziomy sprzedaży. Mayfield wiedział, że niełatwo będzie powtórzyć własny wyczyn.

Kolejne lata…
…przyniosły wiele nowych propozycji. Curtis wyprodukował ścieżkę muzyczną do filmu „Claudine” (1974), którą współtworzyli Gladys Knight & the Pips. Współpracował również z Arethą Franklin przy tworzeniu warstwy muzycznej do „Sparkle” (1976) oraz z Mavisem Staples przy „A Piece of the Action” (1977). Żadna z tych płyt nie dorównała jednak pierwszemu soundtrackowi. Możliwe, iż był to wynik nadmiaru spraw na głowie muzyka. Pisał, produkował, występował, aranżował, a do tego zajmował się biznesami związanymi z wytwórnią. W latach ’80, a później także ’90 zwolnił tempo – przestał nagrywać z częstotliwością jednej płyty na rok. Przez ten czas niestety nie pojawił się ani jeden long play, który mógłby nawiązać „walkę” z pierwszymi produkcjami Mayfielda. Możliwe, że Curtis nie umiał wykorzystać wcześniejszego sukcesu, możliwe że zmiana nastrojów społecznych nie była mu przychylna, a może nie pisana była mu kolejna „muzyczna rewolucja” na czele której miałby stanąć. Ciężko stwierdzić co doprowadziło do spadku formy i stopniowego usuwania się w cień.
Tragiczne zakończenie
Życie Mayfielda uległo niespodziewanej zmianie. 3 sierpnia 1990 roku na koncercie w Nowym Jorku doszło do tragicznego wypadku. Źle zamontowane oświetlenie spadło na Curtisa, co ostatecznie doprowadziło do paraliżu jego ciała od szyi w dół. Świat muzyki nie wyobrażał sobie dalszej egzystencji wykonawcy na scenie. Ten jednak w opozycji do licznych pesymistów postanowił nagrywać kolejne płyty. Mimo braku możliwości grania na gitarze - pisał, śpiewał i nadzorował produkcję następnego LP pod wymownym, niejednoznacznym tytułem „New World Order”. W tworzeniu krążka pomagał mu legendarny gitarzysta Edmund Harris, który wykonywał polecenia Mayfielda. Sam Curtis nagrywał wokalizy linijkę po linijce najczęściej w pozycji leżącej, co sprawiało, iż praca była mozolna i niezwykle męcząca. W końcu, w 1996 album pojawił się na półkach sklepowych. Fani artysty byli wzruszeni możliwością ponownego odsłuchania wysokiego, gładkiego głosu Curtisa Mayfielda. Mimo iż album nie był perełką porównywalną chociażby do płyty „Curtis”, to większość słuchaczy była niezwykle pocieszona faktem, iż ich idol nadal nagrywa świetną muzykę.
Wielkie poświęcenie zostało docenione podczas ceremonii Grammy w 1995. Curtis otrzymał nagrodę za całokształt twórczości. Niestety trzy lata później Mayfield przeszedł operację amputacji nogi związaną z zagrożeniem zachorowania na cukrzycę. Była to kolejna oznaka ciągłego pogarszania się zdrowia artysty. Rok później jeden z pionierów Funku został członkiem szanowanej „Rock & Roll Hall of Fame”. Parę miesięcy po tym wydarzeniu w wieku 57 lat, w Roswell, Curtis Mayfield zmarł. Ostatnim utworem jaki stworzył był kawałek pod tytułem "Astounded" nagrany wraz z grupą Bran Van 3000.
Curtis, czyli inspiracja
Chicagowski muzyk pozostawił po sobie spuściznę, która stała się inspiracją dla wielu wykonawców reprezentujących przeróżne gatunki muzyczne. Najszerzej wykorzystywał i wykorzystuje twórczość Mayfielda hip hop. Po sample z krążków Curtisa sięgali tak szanowani przedstawiciele gatunku jak: Pete Rock czy Beastie Boys. Mayfield miał także ogromny wpływ na muzykę reggae. Jego brzmieniem inspirował się m.in. Bob Marley. Wiele utworów z repertuaru The Wailers to covery twórczości Amerykanina. Muzyków, którzy czerpali natchnienie z takich płyt jak „Curtis” czy „Supafly” można by zapewne wymieniać godzinami. Nie sposób nie stwierdzić więc, iż Curtis wykreował podwaliny do stworzenia nie tylko Funku, ale także innych gatunków muzycznych, które dziś uznawane są przede wszystkim za głos czarnej społeczności.
***
Muzyka Curtisa Mayfielda ma z pewnością wymiar ponadczasowy i uniwersalny, mimo iż w czasach jej tworzenia była kierowana w największej mierze do ściśle określonego, stosunkowo wąskiego grona słuchaczy. Potwierdzeniem obu przymiotów, jakie pozwoliłem sobie przypisać twórczości Amerykanina jest nie tylko fakt, iż był on jednym z architektów, swego czasu niezwykle popularnego, dziś będącego raczej punktem wyjścia w twórczości wielu artystów, gatunku muzycznego jakim jest Funk. Ponadczasowość i uniwersalność jego brzmienia wyraża się również w poruszanej przez niego tematyce, będącej silnym głosem walczącego pokolenia młodych afroamerykanów, którzy przez dekady domagali się równego traktowania.
Curtis Mayfield mimo mniej znaczących dokonań w latach ’80 i ’90 do końca swego życia uznawany był za mentora w zakresie soulu i funku. Stał się (obok Jamesa Browna, Marina Gaye’a czy Sly’a Stone’a) jednym z filarów tworzących zaangażowaną muzykę, początkowo skierowaną do czarnej społeczności, później będącą wyznacznikiem stylu i klasy jako pojęcia całościowego. Na próżno szukać dziś wykonawców, którzy z równym wyczuciem i balansem poruszaliby tematy trapiące Świat, a przy tym komponowali brzmienia czułe i głębokie.







